Dzis to byl koszmar.
Córka zasnęła o 22, ale o 22:45 zaczeła stękać a potem rozkręciła sie na maksa. W końcu ją wzięłam i zaczęłam przytulać. Widać było, że pada jej głowa na moje ramie i ze chce spac, ale co ją odkładałam do łóżeczka to RYK! i tak przez godzine, az w koncu wlozylam jado lozeczka i zapalilam swiatko, zeby nas widziala, ale ona caly czas ryk..... az w koncu Tesciowa nie wytrzymala w drugim pokoju
(ma 70 lat) i przyszla uspic wnuczke... Jak wparowala to nie moglam jej zatrzymac, bo tlumaczylam jej ze przez godzine ja tulilam i nic to nie dalo, i ze teraz jak padnie to dlatego ze sie zmeczyla.
Ale Tesciowa szybko wziela core i zaczela kolysac.
Wyszlam.
Wrocilam a cora spala - chwile bo za 2 minuty znowu ryk.
Tesciowa wrocila.
Znowu ja uspila i wyszla.
Potem znowu Cora ryk wiec ja wstalam zeby Tesciowa mi sie juz do pokoju nie wtryniala.
Mala zasnela przed 2:00.
Pobudeczka o 4 i znow nie chciala spac. Dalam ją mezowi i poszlam spac do drugiego pokoju.
Pobudka o 6:20 i pospala jeszcze do 7:30.
Mam dziwne mysli.
Mysle zeby wziąść co potrzebne i pojechac gdzies... gdzies na kilka dni. Bez slowa.