Hej kochane,
ja u rodziców, Maja marudzi, więc na szybko wpadłam. Z wujkiem to już niestety równia pochyła:-(Zapadł w śpiączkę, ciśnienie 60/40, tętno 40, większość płuc zwłókniona:-(Leży pod respiratorem, dostaje morfinę i nic już nie można więcej zrobić. Dla mnie to abstrakcja, jakieś nierealne mi się to wydaje...Ciocia wychudzona, zapłakana, siedzi w szpitalu po 10 godzin...I powiedziała jej lekarka, że jak się pogorszy jeszcze, to już nie będą ingerować i reanimować, bo już nie ma sensu. Chyba lekarze powinni taką informację zachować dla siebie. To jest zbyt brutalna prawda dla bliskiej osoby...
ironia tulam:*