Hej kochane,
Witam się i ja poświątecznie. Po wczorajszej podróży jestem zmasakrowana. Z Wisły do W-wy jechaliśmy 7,5h...z czego 1,5h to postoje. Maja spała tylko 2h w tym czasie, poza tym marudziła, piszczała albo płakała...każda zabawka zajmowała ją średnio 2-3 minuty...Żeby było jeszcze lepiej usrała nam się po pachy dosłownie. Chyba dlatego, że fotelik dobrze tył pampersa trzymał wszystko poszło przodem i do góry. Przebieraliśmy ją calutką i wycieraliśmy chusteczkami. Cała była w kupie, bo oczywiście rękę i stopę też zdołała włożyć do pampersa. Kupa była też na siedzeniu, dobrze, że skórzanym, to łatwo dało się wytrzeć. Swój fotelik na szczęście oszczędziła.
Droga rozkopana od Piotrkowa do Warszawy cała, dużo wypadków i korki straszne przez te zwężenia. Dużo lepiej jechało nam się na Śląsk w sobotę. Kiedy weszłam do domu odetchnęłam z ulgą. Wykąpaliśmy Maję i o 20 już spała. Obudziła się za godzinę z przeraźliwym płaczem, więc położyłam się z nią u nas w łóżku i tak już do rana spałyśmy.
W pn byliśmy w Rybniku. Babcia A drze się non stop. Nie wiadomo dlaczego. Leży w łóżku i cały czas krzyczy...Ma alzheimera i nic już nie kontaktuje, poza tym chyba też nic nie widzi. Tak mnie głowa rozbolała, że po 3-ch ibupromach mi minęło. Maja bała się jej wrzasku...
Przepraszam, że tylko o sobie...dochodzę powoli do siebie przy zielonej herbacie i precelkach maślanych;-)