wyłaście z tych zamorskich przypadłości
fajne określenie
asinka - bosko, że chłopaki ogarnięci! dzielny Tymek!
trasiu - kuruj się!!! cieszę się na wieści o ponadkilogramowym Jerzyku;-)
martadelko - nawet nie wiem co napisać by nie pluć jadem w stronę Twoich teściów, wszak to nie wypada... a spotkanie z kumpelkami się udało?
myśmy wczoraj byli goszczeni, a że padał śnieg cały dzień, to jazda w poślizgach zajęła nam dwa razy więcej, niż planowaliśmy; w efekcie do domu wróciliśmy po 23

dzieciaki odkryły w torbie upominki, jakie dostały od wujka, którego żeśmy ze sobą wieźli, więc nie było mowy o grzecznym pójściu spać - po 1 w nocy się to udało

dziś czuję jakbym miała kaca (co mimo wypitych kilku kielonków likieru jest raczej niemożliwe);
no i krążą mi po głowie myśli, że jednak z M. mamy fajny układ wypracowany - bez przypisania określonych ról co do płci, bardziej partnerski; jak które chetne, to przewija i nie kręci nosem, jak nie chcę gotowac to robi to M. i tez nie wypomina, jak on chce poleniuchowac to sobie siedzi a ja ogarniam resztę - zauważamy swoje potrzeby i jest git; u tych znajomych jest... "tradycyjnie" - baba do garów, przewijania, wycierania wylanych napojów, parzenia herbat, wychowywania dzieci (parę razy poleciał tekst z ust kolegi: "tak te dzieci właśnie A. wychowuje"

-bo coś nie tak zrobiły), a chłop do pracy, palenia fajek, gry w ping-ponga na pięterku, chwil odpoczynku od zgiełku domowego

i wydawania rozkazów co jeszcze żona mogłaby zrobić dla gości; on po powrocie z pracy ucina sobie UWAGA drzemkę, żeby zrestartować, a ona musi non-stop ogarniać wielki dom z 3 dzieci...
gotowałam się większość czasu, ale wciąż sobie powtarzałam w głowie, że na taki układ poszli, tak im dobrze i że mają prawo do własnego życia, skoro to oboje akceptują, nawet jeśli mi jest ciężko się temu przyglądać; no i wychowywanie w "zdrowym stuylu", tj. chłopiec nie ma prawa bawić się lalą, a dziewczynka musi wozić lalki w wózku

na moją prowokacyjną uwagę, że najważniejsze by dziecko było szczęśliwe i czuło przynależność do świata i że jeśli zechce być homo to rodzic musi zaakceptować, zostałam natychmiast zgromiona wzrokiem bazyliszka przez Pana Domu

dobrze, ze klapsa nie dostałam;-)
A ogólnie to nie mam teraz jak wyjść na dwór z dziećmi na śnieg, bo nie mają zimowych butów... bomba
