andariel
mama super dwójki :]
Madzioolka - welcome back
zdrówka i dobrej kondycji psychicznej!
Doris - nie, z nikim z lubuskiego się nie widziałam - powiem Ci, że tygodnie mijają nie wiem kiedy, M.z dnia na dzień ma jakąś dwudniową delegację (w każdym tygodniu przez ostatni miesiąc go nie było przez kilka dni) i potem jest jakieś weekendowe nadrabianie, tj. większe zakupy, czas z dziećmi itp. A Kołobrzegu nikt nie bierze pod uwagę w kontekście wakacji? Bo my chyba tam uderzymy na kilka dni, jeśli M.dostanie urlop.
marta - cudownie, że wszystko w takim porządku z bejbe
jacie, będziesz miała 3!
forever - tak jak piszesz - turyści kasę i tak zostawią, więc co im zależy się postarać pod względem czystości
choć mnie mierzi widok piętrzących się odpadów i nie jestem w stanie zrozumieć że komuś to obojętne (np.choroby wszelakie). A gdzie dokładnie byliście, bo mi umknęło? Co do przygotowań przedszkolnych to na razie luz. Wiem, że Ninka sobie poradzi, w końcu już 4 latka będzie miała i ma straszną potrzebę czucia się częścią społeczeństwa - ciągnie ją do rówieśników. Szczerze powiedziawszy bardziej się o Leosia martwię, bo on za Ninką murem stoi, a jak ta mu z ooczu zniknie, to robi się taki zagubiony, smutny nawet. Jak na dworze Ninka bawi się z koleżanką, to Leo jakby się wyłączał, obserwuje dziewczynki i już się nie chce dalej bawić. I myślę sobie, że może być mu smutno, jak nagle przez ponad pól dnia zostanie tylko ze mną.
A odnośnie Almodovara - widzialaś "skórę, w której żyję"?
My wczoraj zrobiliśmy wycieczkę do Parku Dinozaurów do pobliskiej miejscowości (znów wygłoszę podziw i zachwyt okolicznymi lasami - nawet mi się udało nazrywać bukiet konwalii po drodze
z leśnej przydrożnej polany). Ale moje dzieci chyba jeszcze za małe na takie atrakcje, bo miny miały nietęgie, Leo jak mantrę powtarzał "boi, boi", Ninka trzymała się maminej spódnicy - dinozaury wielkie, do tego odgłosy dość przerażające, no i trzeba ich było wręcz namawiać do zdjęć. Komary cięły. I oczywiście szwabów kupa, jakżeby inaczej. Na koniec zaczęło padać, więc szybkie frytki i do domu. Ale fajnie było.
A dziś śmigamy zajrzeć na jakiś festyn w parku, mają być atrakcje dla dzieci.
edit. zapomniałem napisać, że w piątek Leo tak usilnie domagał się nocnika, że uległam i ku memu zdziwieniu zrobił ładnie siusiu
siadł, zapytał "juś"?i na mój znak, że owszem,siknął. Ale brawa były:-)
Miłego dnia!
zdrówka i dobrej kondycji psychicznej!Doris - nie, z nikim z lubuskiego się nie widziałam - powiem Ci, że tygodnie mijają nie wiem kiedy, M.z dnia na dzień ma jakąś dwudniową delegację (w każdym tygodniu przez ostatni miesiąc go nie było przez kilka dni) i potem jest jakieś weekendowe nadrabianie, tj. większe zakupy, czas z dziećmi itp. A Kołobrzegu nikt nie bierze pod uwagę w kontekście wakacji? Bo my chyba tam uderzymy na kilka dni, jeśli M.dostanie urlop.
marta - cudownie, że wszystko w takim porządku z bejbe
jacie, będziesz miała 3!forever - tak jak piszesz - turyści kasę i tak zostawią, więc co im zależy się postarać pod względem czystości
choć mnie mierzi widok piętrzących się odpadów i nie jestem w stanie zrozumieć że komuś to obojętne (np.choroby wszelakie). A gdzie dokładnie byliście, bo mi umknęło? Co do przygotowań przedszkolnych to na razie luz. Wiem, że Ninka sobie poradzi, w końcu już 4 latka będzie miała i ma straszną potrzebę czucia się częścią społeczeństwa - ciągnie ją do rówieśników. Szczerze powiedziawszy bardziej się o Leosia martwię, bo on za Ninką murem stoi, a jak ta mu z ooczu zniknie, to robi się taki zagubiony, smutny nawet. Jak na dworze Ninka bawi się z koleżanką, to Leo jakby się wyłączał, obserwuje dziewczynki i już się nie chce dalej bawić. I myślę sobie, że może być mu smutno, jak nagle przez ponad pól dnia zostanie tylko ze mną. A odnośnie Almodovara - widzialaś "skórę, w której żyję"?
My wczoraj zrobiliśmy wycieczkę do Parku Dinozaurów do pobliskiej miejscowości (znów wygłoszę podziw i zachwyt okolicznymi lasami - nawet mi się udało nazrywać bukiet konwalii po drodze
z leśnej przydrożnej polany). Ale moje dzieci chyba jeszcze za małe na takie atrakcje, bo miny miały nietęgie, Leo jak mantrę powtarzał "boi, boi", Ninka trzymała się maminej spódnicy - dinozaury wielkie, do tego odgłosy dość przerażające, no i trzeba ich było wręcz namawiać do zdjęć. Komary cięły. I oczywiście szwabów kupa, jakżeby inaczej. Na koniec zaczęło padać, więc szybkie frytki i do domu. Ale fajnie było.A dziś śmigamy zajrzeć na jakiś festyn w parku, mają być atrakcje dla dzieci.
edit. zapomniałem napisać, że w piątek Leo tak usilnie domagał się nocnika, że uległam i ku memu zdziwieniu zrobił ładnie siusiu
siadł, zapytał "juś"?i na mój znak, że owszem,siknął. Ale brawa były:-)Miłego dnia!
Ostatnia edycja:



- mi się poczta wykrzaczyła w laptopie....