Claudek, to co piszesz jest zupełnie normalne w Twojej sytuacji, skoro córcia jest tylko z Tobą, to nie widzę w tym nic dziwnego, że chce być właśnie przy Tobie cały czas, bo dajesz jej poczucie bezpieczeństwa.
Ja bym nie demonizowała, że można w ten sposób skrzywdzić dziecko, że będzie się bało innych ludzi, dzieci, itd. Moim zdaniem to nieprawda. Przecież to, że jest z mamą cały dzień, to nie znaczy, że mama będzie dziecko trzymać w zamknięciu i izolacji od innych ludzi, a potem dziecko będzie wylęknione! Są po prostu pewne etapy w rozwoju dziecka, których nie ma większego sensu próbować zmieniać na siłę. Natomiast dawanie dziecku poczucia bezpieczeństwa poprzez bliskość (która czasem jest bardzo uciążliwa, owszem) procentuje w przyszłości - właśnie otwartością dziecka.
Mój starszy synek był jako maluch bardzo "mamusi synkiem", ciągle do mamusi, na rączkach, itd. Gdy miał prawie 2 lata, pojechaliśmy na wakacje na 2 tygodnie z dużą grupą znajomych. Przez te 2 tygodnie nawet nie było mowy, żeby ode mnie odszedł na chwilę, nie mówiąc o pójściu do kogoś na kolana czy na rączki. A teraz ma prawie 4 lata, owszem jest pieszczochem, ale jest bardzo otwarty na ludzi, uwielbia bawić się z dziećmi, ma kolegów na osiedlu, bardzo lubi spędzać z nimi czas i wcale nie musi mnie mieć w zasięgu wzroku, bez problemu rozmawia z ludźmi, sam zagaduje dzieci i dorosłych. Uwielbia też różne "męskie" zajęcia z tatą np. wyjazdy do myjni samochodowej, wyprawy na basen, itp.
Natomiast młodszy synek właśnie przechodzi okres lęku separacyjnego. Nie jestem jedyną osobą, która jest z nim w ciągu dnia, jest też niania, bo ja pracuję (wprawdzie w domu, więc w zasadzie ma do mnie dostęp w ciągu dnia jeżeli potrzebuje i chce do mamy). I cóż - z nianią bawi się świetnie, ale jeżeli tylko usłyszy mój głos lub mnie zobaczy, to jest od razu ryk i biegusiem do mamy. Przytula się tak mocno, że gdyby ktoś próbował, to chyba nie dałby rady go ode mnie oderwać ;-) To samo jest po pracy, gdy jest tata, itd. Gdy przebudzi się w nocy z płaczem, to ja muszę go przytulić i uspokoić. Jest to dość uciążliwe, bo szczerze mówiąc ciężko cokolwiek zrobić, ale to minie. Nie zamierzam teraz "uczyć dziecka samodzielności" w sensie odmowy spełnienia jego potrzeb, on sam uczy się samodzielności na swój własny sposób. Po prostu dziecko jest najbardziej związane z mamą, i zawsze maluch będzie ciągnął do mamy, to nie jest "wina" mamy (tzn owszem jest "wina" mamy bo w końcu ona nosiła dziecko w brzuchu, karmiła piersią, to mama wykonuje większość czynności przy dziecku...). Claudek, a tatuś może czuje się nieco niepotrzebny i pewnie zazdrosny, ale gdy dzieciaczek podrośnie, na pewno ich relacje ułożą się lepiej. Po prostu to taki trudny etap u dziecka, na pewno ich wspólne wyjścia na spacer czy pozostanie w domu na godzinkę to dobre rozwiązanie, ale moim zdaniem nie masz powodów, żeby się poważnie niepokoić.