Witam, widze, ze juz nikt tu nie zaglada, ale chociaz znalazlam miejsce gdzie moge sie wygadac i wyrzucic z siebie to co mi lezy na sercu i duszy.
Jestem w 39 tygodniu ciazy, mam juz oznaki depresji od jakiegos miesiaca, moze dwoch. Nie wiem- stracilam juz poczucie czasu. Problem zaczal sie od tego, ze byla to tzw. wpadka. Mam stalego partnera, ale nie planowalismy narazie dziecka, i spadlo to na mnie tak nagle. Nie umialam sobie z tym poradzic. Po pewnym czasie przyzwyczailam sie do sytuacji, zaczelam sie bardzo cieszyc, planowac reszte zycia jako rodzinka. Ale im blizej rozwiazania tym gorzej sie czuje. moj mezczyzna baaardzo duzo czasu spedza w pracy, czesto wychodzi w poludnie a wraca dopiero w srodku nocy... ja wtedy jestem sama, sama ze swoimi obawami, strachem przed zblizajacym sie porodem, strachem przed tym, jak to bedzie kiedy urodze. Jak ja sama sobie ze wszystkim poradze po wyjsciu ze szpitala, jesli on nie potrafi odmowic zostania kolejny raz po godzinach. Ciagle powtarza ze robi to dla nas, dla pieniedze, ale ja juz mu tyle razy mowilam, ze wolalabym te 200zl mniej na koncie, a czuc jego wsparcie, milosc, to ze sie nami interesuje. Teraz jest coraz gorzej- za pare dni rozwiazanie, a on spotyka sie z kolegami, chodzi na piwko, jezdzi do rodzinki, a ja? A ja sama w domu... Placze calymi nocami, dniami, nie potrafie sobie poradzic. Zaczynam miec mysli samobojcze... Mowie mu, ze go potrzebuje teraz bardziej niz kiedykolwiek, to on na mnie krzyczy, ze ja go nie rozumiem... Mam wrazenie, ze cale zycie mi sie wali na glowe. Mam ochote rzucic to wszystko i uciec jak najdalej, tak, zeby nikt mnie nie znalazl... Taka samotna sie czuje
