Joll - chciałabym Ci dać radę, którą szkoda, że mi nikt nie dał przed porodem. Chodziłam do sr, która wiele mnie nauczyła i dodała odwagi przed porodem. Głowę miałam pełną zasad typu urodzę bez znieczulenia, oksy., nacięcia, będę łagodzić ból prysznicem, oczekiwać rozwarcia chodząc, kołysząc biodrami, itp, itd., aha a potem karmić piersią jak długo się da ktruszynkę jedząc oczywiście tylko takie rzeczy które nie zaszkodzą, dalej wprowadzać pokarmy jak książka uczy........
Rzeczywistośc jest jednak inna.
Przy skurczu najlepiej mi się stało nieruchomo oddychając sobie, prysznic, piłki i inne kręcenia nasilały ból skórczu, więc odruchowo ich nie chciałam robić. Jak ustała akcja porodowa sama grzecznie poprosiłam o oksy.

jak już mnie bolało po oksy., poprosiłam o coś odbólowego. Jak parłam 45 min i dzidzia stała w miejscu mimo parcia na krzesełku, a w wannie klęcząc, jak położna powiedziała żebyśmy nacięły krocze, dałam radę tylko pokiwać głową że tak....po czym dziecko urodziło się. A taką byłam przeciwniczką nacinania.....od wejścia na oddział podkreślałam jakie to mam plany na ten poród, że bez nacinania....aj, aj.
Dalej.... w szpitalu, który słynie z super doradztwa laktacyjnego, w drugiej dobie zabroniono mi karmić juniora ze względu na żółtaczkę. Cel był niby takim, że jak go pociągną na butli zje więcej i szybciej wydali żółtaczkę.....a mi piersi w tym czasie chciały eksplodować i dopiero jak mi ktoś na moja prośbę pomógł odciagać to jakoś dałam radę. A tak miało być pięknie....
Mogłabym tak jeszcze chwilkę pisać, ale chyba sens jest łatwy do odebrania. Przez moje nastawienie ciężej było mi znieść rzeczywistość, a w tym czasie po porodzie kiedy emocje rozbujane to było ciężko się znaleźć.
Pierworódki trochę bardziej elastycznie podejdźcie do niektórych spraw, oczywiście z ręką na pulsie.