naja
Fan(ka)
jak w tytule wątku - zadaję sobie ostatnio coraz częściej pytanie co też się z tym światem porobiło. wiem, że jest ono równie stare jak ludzkość, bo zawsze każde pokolenie uważa, że następne są gorsze. ale odkąd sama jestem matką coraz bardziej boję się o moje dziecię w tej rzeczywistości. młody jak chyba każdy kilkulatek lubi słuchać opowieści o zamierzchłej przeszłości. nie ogarnia jeszcze czasu, więc niekiedy ma wątpliwości, czy np. gdy dziadek był mały wymyślili już prąd;-) ale dawne czasy mojego dzieciństwa też go ciekawią. tyle, że gdy mu o nich opowiadam sama wątpię, czy to możliwe, aby nie tak dawno temu świat był tak inny.
pewnie też biegałyście ze swoją paczką znajomych, pamiętacie co to podchody, gra w palanta /a nie bejsbol/, wyprawy po skarby, robiłyście 'sekrety' i grałyście w gumę, bez papierosów i alkoholu. jak patrzę na dzieciaki stojące pod sklepem z papierosami i czekające aż kolega piwo kupi to mi się słabo robi. staroświecka jestem? może. ale wolę taka być niż zaakceptować taki świat.
boję się, że młody prędzej czy później natknie się na takich 'kolegów'. boję się, że nie pozna dziecięcych zabaw, bo za szybko stanie się dorosły. boje się o wiele rzeczy.
świat dookoła epatuje zbrodnią, okrucieństwem, cwaniactwem. a zarazem pokazuje nam reklamy w których szczęśliwe rodzinki słodko się do siebie uśmiechają. mamy co mamy, tęsknimy za czymś nierealnym. myślicie, że to 'nierealne' da się wcielić w życie? a może tylko ja mam takie wątpliwości i strachy przed światem?;-) jasne, ze każda z nas wychowuje dziecko tak, aby się nie stało młodym narkomanem czy galerianką. ale wątpliwości jak to się uda i tak chyba zostają?
pewnie też biegałyście ze swoją paczką znajomych, pamiętacie co to podchody, gra w palanta /a nie bejsbol/, wyprawy po skarby, robiłyście 'sekrety' i grałyście w gumę, bez papierosów i alkoholu. jak patrzę na dzieciaki stojące pod sklepem z papierosami i czekające aż kolega piwo kupi to mi się słabo robi. staroświecka jestem? może. ale wolę taka być niż zaakceptować taki świat.
boję się, że młody prędzej czy później natknie się na takich 'kolegów'. boję się, że nie pozna dziecięcych zabaw, bo za szybko stanie się dorosły. boje się o wiele rzeczy.
świat dookoła epatuje zbrodnią, okrucieństwem, cwaniactwem. a zarazem pokazuje nam reklamy w których szczęśliwe rodzinki słodko się do siebie uśmiechają. mamy co mamy, tęsknimy za czymś nierealnym. myślicie, że to 'nierealne' da się wcielić w życie? a może tylko ja mam takie wątpliwości i strachy przed światem?;-) jasne, ze każda z nas wychowuje dziecko tak, aby się nie stało młodym narkomanem czy galerianką. ale wątpliwości jak to się uda i tak chyba zostają?
a mi się zdaje, że dzięki temu nauczyłam się utrzymywać równowagę bez pomocy innych. i dosłownie, i w przenośni.
niestety. patrząc na mojego młodego, który nigdy w domu nie miał militarnej zabawki czy nie oglądał bajki w której byłaby przemoc jak wraca z przedszkola i bawi się w zabawy, w których non stop ktoś doświadcza jakiejś tragedii zastanawiam się, na ile mogę mieć wpływ na to co on robi. bo jeśli teraz mam znikomy co będzie później? jasne, mogę tłumaczyć, mogę przekonywać. i to robię. ale co z tego, jeśli w przedszkolu temat powraca? 

a z drugiej fakt, że to co się dzieje to koszmar jakiś. tylko nie wiem, czy to do końca tak że rodzice mogą się dziwić że dzieci robią co robią, bo pytanie ile im tak naprawdę czasu poświęcili. jeśli tyle co podczas wybierania dla nich nowego komputera czy dawania kieszonkowego to chyba mało.. cały czas mam nadzieje, że dobry kontakt z dzieckiem da większą gwarancję tego, że same nie będzie złe. tylko kurcze, jak z drugiej strony zabezpieczyć je przed takimi chorymi rówieśnikami? naprawdę uparcie na to sposobu szukam i znaleźć nie mogę. 