reklama

Grudniowe mamusie 2008

reklama
Cześć Mamuśki :-)

Pogoda super, ale moje dzieci chore :-( Olek to juz ma taki kaszel, jak gruźlik....a Maksiu też trochę kicha i kaszle. No i ten przeklęty katar :-(

Agatkas-Olek pije z lovi i ze zwykłych kubków, ale on nigdy nie pijał z butelki. A co do ząbków, to próchnicy nie mam,, ale koleżanka dentystka twierdzi, że będzie miął problemy z ząbkami, bo ma bardzo jasne szkliwo. No cóż, co złe to po mamusi dziedziczy...
 
Dostałam wieści od Kanusi...dolecieli wszystko jest ok;-))ale mieli troszkę przeżyć(???)...przesyła uściski i obiecała że zajrzy do nas:tak:

No raczej, ze zajrzy!!!!!!!!!!!!
Baaaaaaaaaaa HELLO :)
Witamy dzisiaj z Toronto....a dokladnie z Mississauga:)

Oj kochane co my mielismy za loty:P ojoj....
na poczatek to powiem,ze zazdroszcze Wam pogody,bo tutaj 6stopni i takie wiatrzysko,ze szok....dobrze,ze wzielam golf i cieple bluzy....bo raczej krotkie spodenki sie nie przydadza:/

Co do zmiany czasu to nie jest az tak odczuwalna...wczoraj poszlismy spac o 4 nad ranem Waszego czasu tutaj 22....i 24 godzinki na nogach dalismy rade,moze dzieki temu nie odczuwamy tak godzin.
Mariczka szalala dluzje niz my....nono dokladnie...i tez chyba nie ma wiekszych problemow z przystosowaniem sie tutaj....

Co do samych lotow to znosnie....zadnych turbulencji....lot czysciutki...tylko ladowanie MASAKRA...bo tutaj strasznieeeee mocno wieje....Mariczka troszke wymiotowala i plakala...schodzi bardzo gwaltowanie, pod wiatr....ja tez mialam wszystko u gory....ale PRZEZYLISMY:)
w wawie mielismy opozniony lot, zreszta wylot z gdanska tez,bo sie okazalo,ze jest jakas "usterka " i cofneli go do przegladu mechanicznego czy cos.....lot dlugi, pozniej juz meczocy,ale Mariczka byla bardzo dzielna, grzeczna.....bylam mile zaskoczona...
przy starcie z Wawy spala,bo padla nam okolo 13,a o 14 wylatywalismy i spala teszcze tak do 15:30... a potem zdrzemnela sie przed 23 i obudzila o 24 jak podchodzil do ladowania juz...
Kochane to chyba tyle...i kilka fotosek:)
 
fotosy:)
przed wyjsciem z domku rano:)
pozniej start...przespany....z wawy,
kilka zdjatek z lotu ptaka: zatoka gdanska, grenlandia, i toronto....
no i juz na miejscu dzisiaj rano:)
 

Załączniki

  • 110_1078.JPG
    110_1078.JPG
    107,9 KB · Wyświetleń: 63
  • 110_1085.jpg
    110_1085.jpg
    35,2 KB · Wyświetleń: 59
  • 110_1090.jpg
    110_1090.jpg
    10,6 KB · Wyświetleń: 61
  • 110_1098.jpg
    110_1098.jpg
    19,7 KB · Wyświetleń: 59
  • 110_1101.jpg
    110_1101.jpg
    21,3 KB · Wyświetleń: 69
  • 110_1097.jpg
    110_1097.jpg
    23,9 KB · Wyświetleń: 58
  • 110_1108.jpg
    110_1108.jpg
    23,1 KB · Wyświetleń: 59
  • 110_1119.jpg
    110_1119.jpg
    21,2 KB · Wyświetleń: 59
No raczej, ze zajrzy!!!!!!!!!!!!
Baaaaaaaaaaa HELLO :)
Witamy dzisiaj z Toronto....a dokladnie z Mississauga:)

Oj kochane co my mielismy za loty:P ojoj....
na poczatek to powiem,ze zazdroszcze Wam pogody,bo tutaj 6stopni i takie wiatrzysko,ze szok....dobrze,ze wzielam golf i cieple bluzy....bo raczej krotkie spodenki sie nie przydadza:/

Co do zmiany czasu to nie jest az tak odczuwalna...wczoraj poszlismy spac o 4 nad ranem Waszego czasu tutaj 22....i 24 godzinki na nogach dalismy rade,moze dzieki temu nie odczuwamy tak godzin.
Mariczka szalala dluzje niz my....nono dokladnie...i tez chyba nie ma wiekszych problemow z przystosowaniem sie tutaj....

Co do samych lotow to znosnie....zadnych turbulencji....lot czysciutki...tylko ladowanie MASAKRA...bo tutaj strasznieeeee mocno wieje....Mariczka troszke wymiotowala i plakala...schodzi bardzo gwaltowanie, pod wiatr....ja tez mialam wszystko u gory....ale PRZEZYLISMY:)
w wawie mielismy opozniony lot, zreszta wylot z gdanska tez,bo sie okazalo,ze jest jakas "usterka " i cofneli go do przegladu mechanicznego czy cos.....lot dlugi, pozniej juz meczocy,ale Mariczka byla bardzo dzielna, grzeczna.....bylam mile zaskoczona...
przy starcie z Wawy spala,bo padla nam okolo 13,a o 14 wylatywalismy i spala teszcze tak do 15:30... a potem zdrzemnela sie przed 23 i obudzila o 24 jak podchodzil do ladowania juz...
Kochane to chyba tyle...i kilka fotosek:)

Super, że już jesteście na miejscu.
Biedna Mariczka, wiem co jak się czuła, bo ja miałam to samo przy lądowaniu :(

Cześć dziewczynki

Mati piję z kubka lovi, a mleczko z butelki.
Pieluche nadal nosi :(

Sprzątanko przwie zakończone, teraz lecę do prasowanka.
 
Helloł :P


Kana super, że już jesteście u mamusi :), a Mari była baardzo dzielna ;-)

My mleko i kaszkę nadal pijemy z butli :zawstydzona/y::zawstydzona/y:, a szkoda, bo jakoś nie mogę przestawić młodego na nic innego, napoje, soki itp. pijemy z lovi 360, lub butelek typu "kubuś play", pampki zakładamy na noc, na spacery i na popołudniowe drzemki, a w domu to bez śmiga i woła lluuuuuullluuuuuu :P, aa i dalej "niemowa" :P czyli bez zmian, ale są postępy z dnia na dzień, czyli nie jest źle :sorry2:;-):tak:- chyba :P

buziaczki :-)
 
Kana-udanego wypoczynku :-) i udanych zakupów :-)

Oli tez nadal w pampersie chodzi, a siku do kibelka robi tylko jak wstaje i się go posadzi. I też mało mówi.
 
reklama

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry