Ja z kawką. Ale miałam tak przesrany tydzien, że czekam aż się skończy. Janek chory, marudny wyjątkowo tylko na rączki i na rączki. I przez to, że leżał w łóżku to ogladał prawie całe dnie bajki, teraz chodzi i jęczy, że chce bajkę. Na dodatek nie dostałam samochodu na Walentynki - bo jak się okazało próbowali nas normalnie okraść. I gdyby nie jakiś przytomny facet z Western Union, to bylibyśmy 1300 euro w plecy.
Jutro jedziemy do Szklarskiej, bez Jasia więc odpoczniemy troszkę i pojeździmy na nartach.