Witam się z rana.
Dziękuję dziewczyny za miłe słowa. Ale nie zrobiłam nic nadzwyczajnego, nie życzę żadnej z Was tych traumatycznych przeżyć, ale wierzcie mi człowiek jest wstanie bardzo dużo znieść, a już napewno więcej niż mu sie wydaje.
Każda z Was w mojej sytuacji dała by radę.
Takie są matki i żony. Kobiety to naprawdę silna płeć.
Wszystko miało wyglądać inaczej, ale mimo wszystko bardzo dziękuję za tą lekcje życia. Być może właśnie te przejścia nauczyły mnie miłości od dnia pierwszego do swojego dziecka, gdyż nie wiedzialam taj naprawdę ile tych dni będę z nim miała. Każdej nocy budziłam się z budzikiem przy poduszce co dwie godziny i twardo że łzami w oczach ściągalam pokarm ( ręczny laltatorem, bo na elektryczny 15 lat temu mnie nie było stać) tylko po to aby moje dziecko uzyskało jak najwięcej przeciwciał aby dał radę żyć.
Pamiętam że tamte dni przechodziłam jak robot, miałam swoje czynności które wstawalam i automatycznie robiłam i tak przez dwa miesiące.
Widzę sama po sobie, że to wszystko nauczyło mnie pokory i nauczyło mnie abym cieszyła się tym co mam. Bo nic nie trwa wiecznie.
Dlatego tak bardzo się bałam przy drugiej ciąży, jak załapałam stan przedrzucawkowy i małemu zaczęło zanikac tętno dlatego teraz tak bardzo się boję się plamien w tej ciąży. Ale zawsze wierzyłam że będzie dobrze, że zabiorę zdrowego męża do domu i po kolei zdrowe dzieci. Teraz też tak bedzie.
Bo w chwili kiedy staje się przed możliwością straty ukochanej osoby. Człowiek chce zrobić wszystko ale tak naprawdę jest bardzo bezsilny i zostaje wiara. A wiara czyni cuda kochane [emoji7]
No to poleciłam z postem, ale dziewczyny cieszcie sie tym
Co macie, życie mimo trudów jest piękne!
Trzymam kciuki za każdą z Was!