Mi pierwsze 2 noce mąż dawał córkę do karmienia do łóżka, jak nabrałam sił to tak mi zostało i karmiłam na leżąco, czasem się zdrzemnęłam a czasem nie, ale zawsze odnosiłam ją do łóżeczka. Jak zaczęła raczkować to sama przychodziła i zawsze wracała do siebie. Czasem nawet nie miałam pewności czy jadła, macałam piersi i jak były miękkie to wiedziałam, że była.
Z synem to było gorzej bo nie miał odruchu ssania, karmiłam najpierw z piersi i na koniec z butelki. Z przewijaniem czasem zajmowało to 1,5 godziny, byłam wykończona.
Rożki nie spodobały mi się już w szpitalu, ramiona szyja zawsze na wierzchu, a w te partie ciała ja marznę najbardziej, no i trzeba całe dziecko odwinąć do zmiany pieluchy.[/QUOTE]