U mnie dziś straszny dzień :/ zaczęło się od porannego plamienia żywa krwią..to 5ty raz od dnia wizyty czyli od mca. Poleżałam, wzięłam nospe i tak czy siak musiałam iść do laboratorium. Pierwszy raz skorzystałam z pierwszeństwa w kolejce..chciałam jak najszybciej wrócić do domu. W drodze powrotnej zaszłam do sklepu po pieczywo i zrobiło mi się tak cholernie słabo że myślałam że zejdę. Na szczęście po chwili minęło, nawet sprzedawczyni się przestraszyła. Z tego wszystkiego pospałam godzinę ale jakoś nie czuje się lepiej bo na podwórku armagedon.
Dobrze, że Kalinka się rusza bo bym umarła z niepokoju...chyba marne szanse na podniesienie łożyska przy plamieniach :/ no zobaczymy jutro