SIEMKA
a ja to sie wyrobic nie moge ze wszystkim dlatego nie mam nawet kiedy do was zajrzec. mam mase prania, prasowania , do tego w szkole Damiana troche roboty bo w czwartek zakonczenie a ja jestem w radzie rodziców....
no i wyjazd meza..najprawdopodobniej w srode wieczorem lub w czwartek rano:-(
nie mam nawet czasu poczytac co u was, doczytałam tylko ze Paula została sama z julką.
oj kochana wiem jak to jest, ale uwierz ze najgorsze są pierwsze dni, tygodnie..pozniej juz wpadasz w ten rytm, i odliczasz do spotkania...
nie jest lekko bo wszystko bedzie na twojej glowie, ale jakos trzeba to poukładac i najwazniejsze myslec pozytywnie.
Paula niebawem damianek wyjedzie na wakacje, valdi na statek wiec bedziemy z pablem sami. wiec pomysl czy nie chcialabys przyjechac do nas na kilka dni z julą

zapraszam
no a co do naszych wczasów.
powiem wam ze bylo pieknie, majorka jest cudną wyspa ale z okropnym żarciem.
troche kiepsko trafilismy z hotelem, i przyznam wam ze składam reklamacje bo było tam tak brudno ze szok, poza tym bylo inaczej niz w ofercie, np nie mielismy tv w pokoju a mial byc, nie było netu a tez mial byc no i takie tam inne jeszcze bzdety. na szczescie m,alo czasu spedzalismy w hotelu wiec dalo sie wytrzymac. pogoda byla cudna, nie było tłoku na plazach, czy basenie tak ze jednym slowem wyjazd sie udał.wprawdzie kazdy z nas (oprócz V) miał problemy zołądkowe. najpierw pablo wymiotował pol dnia, a pozniej w nocy ja i damian wisielismy na kiblu....
w sumie to nire wiemy czy to jakies zatrucie czy co bo i tak strasznie uwazalismy na to co jemy bo w większosci bylo tam żarcie z tak zwanych "gotowców" nic świeżego...bleeeee
no a lot samolotem na majorke...masakra...
tak bałam sie powrotu ze spac nie moglam w nocy przed wylotem.
jak wiecie kilka dni przed naszym wylotem byla ta akcja z zaginieciem samolotu...
tak wiec i tak mialam pietra...start i pierwsze 30 minut w miare choc strasznie rzucało samolotem..a po 30 minutach wszystko zxaczeło wyc....tzn dźwięk taki jak syrena policyjna czy karetka...
uszy pekały, dzieci płakały dorośli krzyczeli stewardesy biegały z konca na początek i na odwrót....
nikt nie wiedział co sie dzieje a alarm wciąż wył i wył...
powiem wam ze scisnęłam pawła i normalnie zaczełam sie modlic....ktos z tyłu wołał ze cos sie pali, ze jakis dym sie wydobywa...
mowie wam szok...a okazało sie ze jakis dupek zapalił papierosa w kiblu i stąd ten alarm bo w samolocie jest całkowity zakaz palenia...
tak wiec po 20 minutach w koncu był spokoj...ale tylko na 20 minut bo pozniej tak zaczelismy sie trząśc...samolot spadał metr w dół i do góry...rzucało jak nie wiem...rozległ sie komunikat zeby zapiąć pasy bo weszlismy w duże turbulencje....
kurde jak wylondowalismy na majorce to miałam nogi jak z waty...
na szczescie powrót był bez wiekszych emocji wiec było ok:-)
echhh