Dziewczyny albo jestem szalona,albo spita od wczoraj,albo ja i moja sąsiadka mamy chore schizy...Ł wnosił meble do pokoju do Nici,a ja zabrałam dzieciaki na spacer. Po 15 wracaliśmy do domu...spotkałam sąsiadkę i szłyśmy razem,ja z racji,że mieszkamy na 5 piętrze bez windy zostawiam wózek w piwnicy. Odkluczyłam drzwi,nadusiłam klamkę otwarłam na wyprostowanie ręki i w tym momencie ktoś z drugiej strony ktoś zaczął tak pchać drzwi,że ja nie byłam w stanie ich utrzymać,drzwi trzasnęły z hukiem i zamknęły się...ja zaczęłam z sąsiadką drzeć mordy, ta zadzwoniła po swojego męża,ja po Ł i przylecieli,otwarli drzwi normalnie sprawdzili i niby nikogo nie było,wszystkie piwnice pozamykane na kłódki...i śmieją się z Nas,ja zgasiłam światło od korytarza z piwnicy,Ł przekluczył zamek i się cieszą ze mnie,ale ja z sąsiadkom upieramy się przy swoim no to postanowili sprawdzić jeszcze raz...odkluczyli drzwi,a tam się światło świeci...cała się trzęsę,ryczeć mi się ze strachu chce...