Ja się tak cieszę, że pogoda taka wiosenna. Jak ogarnę mieszkanie to na bank idę na spacer. Wczoraj już założyłam baleriny

, jaka miła odmiana po zabudowanych buciorkach.
Co do kradzieży rowerów, to nie wiem, czy w Rotterdamie kradną, ale ludzie tu zostawiają takie piękne i nietanie rowery na ulicy, zamykają je tylko na blokadę na koło i rowery stoją. Nawet takie, co widać, że świeżo nabyte, z fotelikami, albo takie, do wożenia dzieci z przodu (z taką budką).
Moja pamięć też szwankuje. W zeszłym tygodniu sobie przypomniałam o położnej, ale na szczęście odpowiednio wcześniej. Za to jak miałam robić badania na poziom tsh, to zapomniałam o nich i sobie przypomniałam z dzień wcześniej. Do tego musiałam je robić w Delft, bo miałam literówkę w kodzie pocztowym na tej nalepce ze szpitala i musiałam jechać do Unive wyjaśniać sprawę z ubezpieczeniem (bo się nagle okazało, że mam u nich i w Holland Zorg). Teraz jak będę jechać na kolejne badanie tsh, to też muszę do Delft jechać, bo mi wycofali ubezpieczenie z Holland Zorg, a tamtejszy szpital ma właśnie ten numer i muszę znowu zmieniać

. A to wszystko przez moje gapiostwo i nieogarnięcie. Za to będę mieć wycieczkę, a co

.
W ogóle ostatnio chyba przez hormony, ale mam jakieś lęki, że sobie nie dam rady, że co z dzidzią się dzieje itd. Bo tutaj wiadomo jak jest, że w zasadzie jak ok wszystko, to tylko u położnej i koniec. Ja zawsze byłam z tych, co się wszystkim przejmowały itd. Teraz przez tutejszy luz mi nieco przeszło. Nie podoba mi się, że nie widzę ani razu ginekologa. Nie chcę wyjść na jakąś przewrażliwioną panikarę, na prawdę. Tylko mieszkając w PL, chodziłam do niego raz w roku i robiłam cytologię i badanie piersi. Czy tutaj huisarts robi wielką łaskę, jeśli chce się iść w normalnych warunkach (nieciążowych, chorobowych itp., tylko tak profilaktycznie) do ginekologa?