problem w tym że sobie nie radze, nie chce mi sie nawet wstawac rano, nie mam energii do działania, której mi nigdy nie brakowało...jestem tu prawie codziennie czytam wasze posty,ale nie mam odwagi pisać. Postanowiliśmy z mężem, że dla dobra dzieci tych które mamy przy sobie, wyprowadzimy sie do Austrii, do Wiednia. Mąż się bardzo martwi nie chce nas zostawiać tu samych. Z jednej str. sie ciesze ze bedziemy razem , natomiast z drugiej mam okropne wyrzuty sumienia ,że Daniel tu zostaje... zwłaszcza że wiem iż nikt do niego nie pójdzie zapalić świeczki, czy pomodlić się za jego duszyczkę... M. mówi,że to tylko 300km i praktycznie w każdy weekend możemy przyjechać na cmentarz... a na dodatek od jakiegos czasu dręczą mnie koszmary: Budzi mnie ból podbrzusza, odkrywam kołdre i widzę ogromną kałużę krwi i dzieciątko, chcę je podnieść utulić w ramionach ale moje ręce przechodzą przez dziecko, myślę ze to duch, nagle dzieciatko otwiera oczka i patrzy na mnie tymi smutnymi oczkami. Wtym momencie sie budze cała zlana potem i policzkami mokrymi od łez... Boje sie ze jak wyjedziemy to bedzie jeszcze gorzej, poki co wizyty na cmentarzu przynosza ukojenie, a bedac tak daleko nie bede mogla codziennie do niego isc;(