Dawno sie z mezusiem nie pozarlam...az do dzisiaj. Wiozl nas do ortpedy i sie zapedzil, przejechal wjazd do przychodni i jedzie w strone szpitala. Ja jakos odruchowo krzyknelam" no gdzie ty jedziesz", co go bardzo zirytowalo, zahamowal jak wariatr, cofnal z piskiem i pognal do przyhcodni ortopedycznej. ja bez slowa. Zahamowal z piskiem, wysadzil nas i pojechal w cholere ( do domu zaplanoalam wrocic pieszo, bo to 15 min spacerkiem ). Dzwonil jak wracalam, mowie, z ezraz bede na m-cu, na co on, ze ok, to pogadamy. Ale ja boczkiem do domu ( on pracuje na dole) i mnie nie widzial. Dzwoni za 15 min, ja mowie ze jestem juz na gorze, na co pan obrazalski "super, dzieki" i sie rozlaczyl.
Mam go wnosie.