Karolla bardzo dobrze postapiłaś! oj ta szwagierka z tymi chrzcinami to już naprawdę kręci
Wiecie co, ja z moim to też mam przeboje

miałam nerwice przez niego w ten weekend, bo nie wiem czy o tym pisałam, mój mąż jest chory na cukrzycę (typ I) i musi codziennie brać zastrzyki z penów insulinowych. W ramach badań do pracy doktorskiej pojechał na 2 dni do sanatorium zbadać ludzi żeby mieć materiał do pracy naukowej.
W przedzień (piątek) byliśmy u moich rodziców na kolacji i tam zostawił te peny - po prostu zapomniał ich wziąć i dopiero się zorientował jak chciał zrobić zastrzyk wieczorem. Stwierdził że odbierze je rano gdy będzie jechał przez okolicę moich rodziców no to git, miał jeszcze mały zapas insuliny w domu wiec zrobił se zastrzyk na noc i już byłam spokojna. Rano okazało się zadzwonił do moich rodziców ale penów nie znaleźli więc pojechał bez insuliny na te dwa dni.
No to ja się zmartwiłam ( no i gdzie te peny są, okazało się że spadły za kanapę moich rodziców ) więc dzwonię do niego żeby się dowiedzieć jak on sobie poradził - w końcu to poważna sprawa jak nie ma insuliny. Dzwonię o 11:00 nikt nie odbiera, potem koło 14:00, zaczynam się dygać że leży gdzieś nieprzytomny. Dzwonię znowu koło 16:00 a tu już kom wyłączona...
no i tak było przez dwa dni aż wrócił w niedzielę zadowolony i się okazało że mu bateria padła a wcześniej miał ściszoną komórkę więc nie słyszał... matko co ja przez niego włosów nawyrywałam... i okazało się że jadł tylko mięsko - a to białko więc nie trzeba robić zastrzyków...

kiedyś wróci zadowolony i zastanie swą żone martwą na zawał... :
a poza tym też żyć bez siebie nie możemy, tyle że ja mu muszę kartkę napisać żeby coś zrobił w domku:
- obierz ziemniaki (5 sztuk, obieraczką, nie nożem)
- umyj naczynia (garnek po zupie też)
- zaściel łóżko (moją połowę też)
no i łopatologiczne instrukcje zdają egzamin
