joll, no prosze :-) nie chce Tobie tylko odbierac zludzen, jesli zreszta to Twoja prawdziwa pasja, to moje slowa Ciebie nie zniecheca. moi rodzice wlasnie dorobili sie na restauracjach, tzn. na jednej w sumie, teraz maja druga (poprzednia zamkneli, a raczej skonczyla im sie umowa na najem lokalu i baba nie przedluzyla). w rodzinie D (ciocia i kuzynka) tez sa dwie restauracje. dodam, ze wszystkie 4 w centrum Gdyni, oprocz jakis 50 jeszcze, jak nie wiecej. ogolnie to konkurencja jest masakryczna, u Was Krakow, wiec bedzie to samo - i gorzej. dla mnie to jest jakos tam oplacalny, ale BARDZO ciezki chleb. przez dwa, trzy lata mozna zapomniec o tym, ze spedzisz wieczor z mezem, bo ktores z Was zawsze musi byc na miejscu i pilnowac interesu - inaczej bez kitu sie rozlazi, mimo pozornie najlepszej ekipy (zmiany w ekipie srednio co 2 miesiace, masakra ze znalezieniem odpowiedniego pracownika). ogolnie to harowa jest jak w fabryce, nieraz do 3-4 rano trzeba siedziec, a rano do pracy.. kucharze sa rozbestwieni, bo to taki rynek, ze dobry kucharz wszedzie znajdzie prace (co lepsi wyjezdzaja za granice w poszukiwaniu kariery) i robia co chca - a jak im zwrocisz uwage, to jeszcze gotow sie z dnia na dzien zwolnic i zostajesz z palcem w d... no i naprawde - glownie duza konkurencja sprawia, ze jest bardzo ciezko sie przebic. w zeszlym roku kuzynka otworzyla knajpe, zrobili ogromny remont w lokalu, cale oszczednosci + kredyt - do dzis zarabiaja ledwo na splate, nie mowiac o zyskach...
no ale jedzonko jesz zawsze pyszne i takie, jak lubisz ;-) o ile twoj kucharz nie ma przerostu ego i mozesz mu powiedziec, co jak ma byc zrobione (w Monte to jest glowny problem z kucharzami ostatnio ;-) )
nie moglam sie nie rozpisac, ale mam nadzieje, ze nie jestes na mnie zla, co? zreszta jesli takie jest Wasze marzenie.. to nic moje gadanie nie zmieni ;-)
u mnie slabo... caly dzien sie koszmarnie czuje, odruchy wymiotne, zgaga, kolka, niestrawnosc, do tego bol glowy, staram sie nie brac tabletek i ledwo mowie... koszmar... to musi byc corka ;-)