Mitaginka, ale fajnie macie :-) Tysia będzie miała piękny pokoik :-)
Hunka witaj :-)
A ja dzisiaj przeżyłam chwilę grozy. Po wszystkim tak mi się ręce trzęsły, że nie mogłam się uspokoić. Myłam naczynia, a Oliwka się bawiła w drzwiach pomiędzy kuchnią, a pokojem. Co chwilę zerkałam na nią i patrzę, a ona odruchy wymiotne robi i pochrząkuje. Podchodzę szybko do niej i widzę, że czymś się zakrztusiła. Klepię ją po pleckach, a ona coraz gorzej. Po chwili nie mogła złapać powietrza, nosek już od tego jej się zapchał, więc też nim nie mogła oddychać. Szybko wzięłam ją na kolana i klepałam po pleckach, a to nic nie dawało. Ona coraz bardziej czerwona już nie wiedziałam czy dzwonić po kogoś po pomoc, ale zaczęłam ją mocniej klepać i dzięki Bogu zwymiotowała. Patrzę a tam tak 1 cm/1,5 cm taśmy klejącej sklejonej na pół. Jakiś stary kawałek wyciągnęła skądś. Nie wiem skąd, bo 3 razy dziennie myję teraz podłogi, więc pewnie wyciągnęła z jakiegoś zakamarka. Ale się tyle strachu najadłam, jak jeszcze nigdy w życiu :-( Straszne to było :-(