acronka, no widzisz :-) kazdy gin ma swoj rozum. moj, a przeciez mam do niego ogromne zaufanie, ze tak powiem 'pozwala' mi na wszystko, co nie ma na ulotce 'zabronione'. pare razy musialam cos lykac, co mi przepisal, a bylo np. 'tylko po konsultacji z lekarzem', albo 'w wypadku, gdy ryzyko dla matki przewyzsza ryzyko dla plodu'. pamietam, ze kiedys musialam brac relanium, silne leki nasercowe jakies, bo wlasnie bardzo martwily go moje skurcze macicy, nawet podczas badania byly. ale potem, po jakims czasie, kazal odstawic wszystko, bo te skurcze do niczego nie prowadzily, tzn. nie skrocila mi sie szyjka, rozwarcia 0. i powiedzial, ze taka moja uroda.
a po ostatniej wizycie to kocham go w ogole namietnie :-) bo przyznalam mu sie do ogromnej sklonnosci do visolvitu. od poczatku ciazy jem go codziennie, nawet nie pomyslalam, ze skoro to witaminy, to moge cos zaszkodzic malenstwu. a potem wlazlam na neta, i oczywiscie mase glosow, ze sie nie powinno jesc go.
a on powiedzial, spojrzawszy na sklad, bo go zapobiegliwie wzielam ze soba ;-) ze moge go brac zamiast witamin ciazowych

tzn. do tego folik brac i najwyzej naprzemiennie (co drugi dzien) z prenatalem czy innym. no i uwielbiam go za to ;-) bo sie nie moge bez v. obejsc.
ja jakos nabralam duzego dystansu do lekow w ciazy, kiedys sie bardzo balam, pamietam, ze jak musialam brac antybiotyk w ciazy z Filem to ryczalam, wydawalo mi sie, ze najwieksza krzywda. ale moj gin powiedzial, ze zapalenie oskrzeli jest dla dziecka bardziej szkodliwe niz ten antybiotyk. i tak dalej. teraz sie juz nie martwie tak.
a ile czasu zajmuje wam robienie pierogow? poza farszem? ja kocham farsz do ruskich i nieraz robie samego, tzn. w misce i tak jem lyzkami, albo do nalesnikow (polecam!). jakos nie moge sie przelamac z robieniem pierogow, wydaje mi sie to osmym cudem swiata.