AAAAAAAAAAAaaa witam.
nie wyspana....
Akwarium w ustawieniu męża to tragedia przynajmniej dla mnie...:-( filtr przylega do lóżka i jak człowiek zmęczone oczy przymyka i przytula głowe do poduszki to słyszy "buuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuu" no myślałam, że mnie trafi...do tego pościel synka ( zażyczył sobibe pościel z gwiezdnymi wojnami i takową w prezencie dostał) jest z jakiejś mikro tkaniny czy nie wiadomo z czego...dość cienkie śliskie w dotyku. a jak człowiek ruszy w nocy to istna plejada małych piorunów...strzela lepiej niż fajerwerki w noc sylwestrową. Więc wyniosłam się do małżeńskiego łoża gdzie zasypia nasz pierworodny bo tam ogląda bajkę do snu, a ja nie mam siły go przenosić. Mąż wraca w nocy, więc nie ma sensu go przenosić. Na razie wygląda to tak, że ja spie na łożu młodego, a on w naszym z tatą. Powędrowałam sfrustrowana i zasnęłam błogim snem na 5 godziny. małż wrócił ok 2 ..zasiadł przed kompem żeby sie "zrelaksować'. obudził mnie tą szamotaniną, a że 5 h snu to w miare dużo to już zasnać nie mogłam....podreptałam więc do pokoju mamy i zaległam w burcząco - strzelającym nowym nabytku i ścierałam zęby...wytrzymałam 10 minut...( ponieważ jak piszecie nerwy mamy jakie mamy) to się zerwałam, zdjęłam poszwy z pościeli. poduszki przeniosłam w nogi łóżka, i podreptałam z grymasem na twarzy do męża, żeby łaskawie wygasił światło u ryb bo nie umiem spać jak mi coś prosto w oczy świeci ( bo zapomniałam dodać że jeszcze nasze kochane 100 litrów dawało świetlówkami po oczach). zasnęłam...śpie , wypoczywam ( prawie że) i czuje jak mi nogi drętwieją...bo wezgłowie nowego nabytki jest uniesione i pod kolanami powietrze a stopy wyżej. jesoooooooo ruszyć się nie mogłam bo leżałam na wznak ( o dziwo) jak bozie kocham, miałam już krzycec o pomoc bo poczułam sie jak wieloryb wyrzucony na plażę...nie mogłam ruchu wykonać

no ale jakoś opierając cały ciężar ciała na rekach zdołałam zmienić pozycję...krew zaczęła krążyc jak powinna, a ja poczułam się tak wypoczęta, że postanowiłam nie ryzykować dalszego snu i wstałam....więc
Witam was Kochane. piękna, wypoczęta i radosna jak skowronek. szczęśliwa, że do następnej nocy całe 12 godzin...
a tak juz na serio, jadę dziś zrobić badania z krwii. no tak mnie swędzi to "podpiersie", że już mam ranki od drapania. Clotrimazol pomaga ale mija godzina, czy dwie juz znowu swędzi i to tak, ze nie da się tego zignorować... jak upuszczę krwi to może mi ze strachu przejdzie...
życzę miłego dnia :-) zero stresów, grzecznych dzieci i pomocnych mężów...