a ha ha, przecież tytuł najważniejszy, nie zwykła uprzejmość tylko tytuł! To do mnie niech mówią pani sekretarz sądowy
Warto znac swoje prawa, ale na niektórych nie ma mocnych. Mi po ostatniej operacji pielęgniarka podała środek przeciwbólowy wbrew mojej woli. Spytałam z czym się skrada do mojej kroplówki, odpowiedziała, ja podziękowałam, ponieważ nie czułam się na tyle obolała, by się jeszcze szprycować, a ona ciach i z uśmiechem na ustach wbiła się w moją kroplówkę, oznajmiając, że to zalecenie anestezjologa. I było po ptakach. Nie miałam jak zareagować, chyba że wykopałabym jej strzykawkę, ale po operacji na brzuchu było mi jednak ciężko
I ja rozumiem, że zalecenie kogoś, kto się zna i wie, ile mi można podać, ale właśnie ZALECENIE a nie rozkaz. Wiem, że ta dawka by mi nie zaszkodziła, ale jednocześnie była zupełnie zbędna więc - po co??? I, skoro odmówiłam, powinna pani pielęgniarka uszanować moje zdanie, ewentualnie, w razie wątpliwości, wymusić na mnie oświadczenie pisemne, że dobrowolnie rezygnuję z tego środka, a nie ładować na siłę.
I tak właśnie podczas porodu mogą zadziałać niejako za Twoimi plecami, podając oxy czy nacinając krocze zanim skończysz zdanie. Tu dodatkowo mogą się tłumaczyć, że w ich ocenie było to konieczne i uzasadnione. Czasami faktycznie tak będzie. Czasami jednak po prostu mają w dupie Twoje zdanie i robią to, co im ułatwia pracę.
W przypadku tego środka przeciwbólowego chodziło o to, że pani miała dyżur nocny i najzwyczajniej w świecie chciała mieć spokój, a tak bała się, że ją nie daj boże wybudzę, jak wcześniejszy środek zacznie puszczać. Opieprzyłam ją, ale czy coś mi to dało? Niestety, z kroplówki już i tak sączyło się to, co nadgorliwa wstrzyknęła.