Renia, mogłam może nawet powinnam, dla mnie by to już nic nie zmieniło, ale, kto wie, czy na przyszłość pani nie byłaby bardziej ostrożna? Przyznam jednak, że póxniej bardziej myślałam o tym, żeby się wyspać i jak najszybciej wrócić do domu. Reszta szybko traciła na znaczeniu

Martita, fajnie, mój nie bardzo chce być przy porodzie obecny, ja też nie do końca jestem przekonana, czy chcę go mieć obok siebie, bo ból wolę znosić w samotności... Bywam, niemiła, tracę wyczucie i ludziom, którzy chcą mnie wspierać obrywa się za nic...
ale tak, jak piszecie warto mieć kogoś, kto w razie czego zareaguje i nawet poleci do ordynatora. W zasadzie każda znana mi kobieta, która rodziła, poleca by mieć kogoś ze sobą, bo działa to mobilizująco na personel medyczny, który raptem staje się bardziej zaangażowany i uprzejmy.