Ostatnio moja babcia zrobiła aferę bo przyszłam do niej z małą, która miała odkryta główkę. Było 20 stopni na zewnątrz...Z kolejną babcia stoczyłam wojnę bo sciagnelam dziecku skarpetki i rozpielam bluzę! Zostawiłam Zuze tylko na chwilę z nią, wracam, a tu wózek w pełnym słońcu, no ok, buda postawiona wiec nie ma problemu...ale dziecko przykryte kocem, w skarpetkach, spodniach, body i bluzie z długim rękawem! A to było w sobotę, gdzie ja biegałam w krótkich spodniach, było spokojnie z 24 stopnie! Biedna mała, aż bordowa była na twarzy, zwłaszcza, że ona zimbolubna jest. Od razu ją zaczęłam rozbierać, a babcia dawaj, zakrywa jej stopy i krzyczy na mnie, że tak nie wolno, że małą zawieje, że będzie jej zimno i się przeze mnie pochoruje. Wscieklam się i na siłę wywalilam koc z wózka, a dziecko rozebralam. Od razu ulga na twarzyczce się pojawiła...Więcej jej z nią samej nie zostawię, po moim trupie.