Witam!
Nie było mnie jedynie dzień, a nadrabiam czytanie już godzinę...

Nadrukowałyście dobrych kilka stron!!!
Byłam dzisiaj na uczelni pozałatwiać zaległe sprawy i zobaczyć się z promotorem.
Zaskoczyło mnie piękne słoneczko - tak walnęło po oczach energią, że postanowiłam zrobić maraton po mieście (sklepy z dziecięcymi pierdółkami ), potem nie chciało mi się wracać do domu, więc jeszcze spacer po parku... A kiedy się zorientowałam, ze późno... biegiem zakupy, domek, obiadek dla mężusia itd. I wiecie co?? Po chwili bardzo mi się słabo zrobiło, aż się wystraszyłam. Nie mogłam wyjść z łazienki i dowlec się do łóżka.
Niby taka pełna energii, a tak mnie zwaliło z nóg.. sprzątanie i ćwiczenia chyba dzisiaj odpuszczę...
Dziewczyny!!! Czy to aby na pewno normalne?? Bo się trochę wystraszyłam. Prawie straciłam przytomność, myślałam, że coś się nie tak dzieje z Igorkiem

, ale jakoś przeszło. Poleżałam godzinkę i niby nic już się nie dzieje złego... eh ...
Ale ogólnie dzień mi minął bardzo miło i intensywnie.
Dowiedziałam się, że mam się wyrobić z pracą magisterską do końca maja, a po wakacjach mam się wsiąść za przeredagowanie jej do druku!! Mój promotor chce to wydać (Bóg raczy wiedzieć dlaczego), a ja mam ochotę obronić się jak najszybciej i uciec stamtąd. Wymęczyłam się na tych studiach jak nie wiem co. Chyba to najgorszy etap mojego życia! Gdybym wiedziała, że tak to będzie wyglądało, nigdy nie zdecydowałabym się dzienne!!! Chcę zakończyć ten koszmar, a on mnie ciąga jeszcze po wakacjach. I na pocieszenie stwierdził, ze z wydaniem zejdzie nam nie dłużej niż do stycznia 2008!!!!!!
Niby mam wybór... mogę odmówić, ale mu sporo zawdzięczam i tak się napalił... No ale nic - zobaczy się. W każdym razie oderwałam się od domowych obowiązków!!!
A!!! Napiszcie mi proszę moje doświadczone koleżanki, czy to osłabienie to aby na pewno nic strasznego?? Może powinnam pojechać do mojego lekarza? Czy was też to spotyka?? Są mocniejsze i gorsze dni, ale dzisiaj to było straszne

!!!