Ojjj zdecydowanie zgadzam się z
Nicoyą... dużo wspólnego znalazłam w tym Twoim opisie...
skakanie w gumę, chowanego, u mnie jeszcze pochody, gra w ringo... jakieś gry w piłkę, gra w państwa... pamiętam dużo tych gier, ale nie pamiętam jak się nazywały... wiem, że była też jakaś taka, że odbijało się piłkę o blok, a potem trzeba bylo ją przeskoczyć, czy jakoś tak...
zero tv... wieczorynka, ale nie zawsze, bo w wakacje o tej porze jeszcze biegałam po dworze...
potem był czas roxette (tak to się pisało???) to był "mój" pierwszy zespół i pamiętam, że byłam bardzo dumna, że nie słuchałam new kids on the block...czy jakoś tak...
potem wraz z pójściem do liceum przyszła fascynacja metalem, glany, skóry...imprezy, jointy...to długa historia...
równoczesnie pierwszy obóz żeglarski i moja największa życiowa pasja - żeglarstwo...
Potem podobnie jak u
Nicoyi Shinead O'Connor...
Generalnie lata liceum przeleciały pod nazwą jedna wielka impreza, co w połączeniu z jedną z najlepszych warszawskich szkół średnich trochę się kłóciło, ale dało się pogodzić
Kolejna moja pasja zwierzaki...zawsze myślałam o weterynarii, jenak ze względu na nieszczególne zamiłowanie do widoku krwi wybrałam zootechnikę, która chwilę później zmieniła nazwę na nauki o zwierzętach... Tam zajęcia w prosektorium trochę mnie spłoszyły, tak więc skończyłam pierwszy rok i uciekłam... wyniosłam z tamtąd najlepszych przyjaciół pod słońcem...
Kolejne studia (szczęśliwie ukończone we wrześniu 2006) to bankowość, bardziej z chęci uzyskania normalnie płatnej pracy niż z pasji...
Chyba tyle... najważniejsze opisałam...
