No zez kurczaki!!! Rozpisalam sie i cos kliknelam w telefonie i nie ma nic! O wrrrry!
Spac nie moge... Od 4... Ale juz przestalam sie oszukiwac, ze zaraz zasne.
Moja grupa rodzicow autystykow tez sie skarzy, ze dzieciaki od 3-4 nie spia i ze pewnie przez pelnie... Juz chcialam napisac, ze chyba tez mam autyzm

ale niektorzy rodzice wrazliwi sa na tego typu zarciki wiec sie ugryzlam w jezyk. I tak leze i nie wiem co ze soba zrobic... I tworze kolejne listy spraw do zalatwienia w glowie... Tez tak macie? Oglafalyscie film "nie wiem jak ona to robi?" Albo czytalyscie ksiazke? W takich chwilach zawsze mi sie on przypomina... I te wszystkie nocne listy o ktorych tylko z nadejsciem poranka automatycznie sie zapomina
Blacksilk wczoraj to ja slyszalam o pomyske invitro z 3 rodzicow... I nie wiem jak oni sobie to wyobrazaja ale jak dla mnie to o krok od doboru genetycznego i za chwile dzieci bedzie sie zamawiac jak samochody z salonu dostosowane do indywidualnych potrzeb klienta

troche jak zabawa w Boga i szczerze mowiac totalnie mi sie ten pomysl nie podoba mimo, ze jestem wielka zwilenniczka invitro, ale pytanie gdzie nalezy postawic granice poniedzy pomoca para z problemami z zajsciem w ciaze a (moze nie zbyt to ladne okreslenie, ale wg mnie jedyne sluszne) zabawa w Boga...
O tej parze u ktorych pomylili komorki slyszalam i jest to bulwersujace, ale pewnie gdyby dziecko nie bylo chore to predko by sie nikt tego nie dopatrzyl... Zawsze w takich sprawach zastanawia mnie do kiedy chodzi o dziecko, o uczucia, o milosc a kiedy juz tylko o odszkodowanie...
Ooo! To jeszcze zawsze bulwersuje mnie gdy ktos umiera a rodziba od razu wystepuje o odszkodowanie... I wcale nie chodzi o to, ze im zazdroszcze pieniedzy czy ze im zaluje, zeby je dostali... Ale przezylam smierc mojego taty prawie 10lat temu i przez dobre 3 miesiace funkcjonowalam jak na autopilocie... Zreszta malo pamietam z tego czasu... Jakos po pol roku zaczalam normalniej funkcjonowac. Normalniej a nie niemalnie, zeby powrocic do normalnosci to sporo czasu bylo trzeba, zreszta nadal mam watpliwosci czy zycie mkze byc normalne bez ukochanego rodzica. Ale wracajac do tematu... To w takich sytuacjach zawsze sie zastanawiam co to za ludzie, ja uwazam sie za dosc silna osobe bo mialam 19 lat (niecale) a spadl na mnie (wypieszczona jedynaczke) caly dom, firma taty i pierwszy rok studiow no i mama, ktora przez dlugie lata byla w toralnej rozsypce i nie mogla sie pozbierac (depresja przy tym to pikus) i jakims cudem wszystko ogarnelam... Ale nigdy w zyciu od razu po smierci taty nie mialabym sily wystepowac o odszkodowanie, opowiadac o tym w mediach, udzielac wywiafow czy zeznawac w sadzie. W naszym przyladku bylo wysoce prawdopodobne, ze lekarz podal zbyt silne leki na nadcisnienie i kolejny zwykly dzien stal sie najbardziej tragicznym w naszym zyciu i piszac to po tylu lat mam lzy w oczach i musze szybko mrugac, zeby sie nie poryczec... Dlatego mierzac swoja miara ludzi totalnie nie rozumiem jak w obliczu takiej zyciowej tragedii mozna myslec o pieniadzach i miec w sobie tyle "sily" (?) zeby sie sadzic, oskarzac, naglasniac sprawe w mediach i do swojego malego swiata wpuszczac obcych z butami. Nie wiem czy rozumiecie co mam na mysli... Ale ja mimo szczerych checi nie potrafi zrozumiec takich osob...