Dziękuję w imieniu Patrysi za wszystkie życzenia J
zońka współczuję Ci tego remontu, a bardziej tego natłoku pracy przy nim. Gdyby mi jeszcze teraz ktoś wymyślił jakis remont, to chyba bym zwariowała. Na szczęście mój A jest daleki jakichkolwiek robót tego typu, więc mi to nie grozi. Ale coraz częściej chodzi mi po głowie jakaś zmiana w mieszkaniu. Ja to taka z tych szybko nudzących się tym samym i takim samym miejscem. Ostatnio to stwierdziłam, że w sumie to już mogłabym się gdzieś przeprowadzić i jakoś tak ciągnie mnie w stronę Poznania. Ja to z tych takich „włóczykijów”, co to długo w jednym miejscu nie usiedzą (to chyba dość męska natura hehehe)
My na roczek dzisiaj nic nie robiliśmy, ale za to impreza odbędzie się jutro. Właśnie robimy grilla na wsi u mojej mamy i na szczęście zostałam odciążona trochę z pracy przez mamę i siostrę. Zresztą będzie dość kameralnie. Jak ten czas zleciał. L Kiedy wybiła dzisiaj godz 14:30 (godzina narodzin Pysi), to pierwsze co pomyślałam, to to jak bardzo mnie odpuściło wszystko, kiedy usłyszałam po raz pierwszy i zobaczyłam po raz pierwszy Patrysi. Ech Nawet teraz mi łzy napłynęły do oczek.
koliberr tej niani, to ja już podziękuję. Jutro mam zamiar do niej zadzwonić, żeby przyszła, bo chciałabym się z nią rozliczyć i tyle. Nie mam zamiaru się jej tłumaczyć, a jak będzie na tyle głupia, że będzie mi męczyć beret, to jej powiem co o niej myślę. Nowa opiekunka jest o 180 stopni inna. Mam nadzieję, że to się nie zmieni. Jak na razie jest super. Dzisiaj przyszła rano. Trochę się pobawiła, poganiały z Pysią piłkę na czworaka i ponoć była kupa śmiechu (tak mi mówił A, bo siedział w sypialni), dała małej jogurta, potem pamiętała o szczoteczce do zębów, bo ja daję małej do „pomemlania” szczoteczkę po każdym jedzeniu. Po jakis 2 godzinach położyła Pyśkę spać. Oczywiście wcześniej zmieniła jej pieluchę i rozebrała. Nie no ze świecą takiej szukać. A miałam obawy co do niej, bo tylko 22 lata i nie ma dzieci. Tak to właśnie nie można oceniać ludzi stereotypami. Zostaje nowa, a tamta niech spada.
Kurczę tak piszesz o tym szczekaniu jak piesek i miauczeniu jak kotek, a ja właśnie dzisiaj mówiłam do A, że nasza to jakoś nie może załapać. Jedyne co naśladuje, to muuuuuu na krówkę. Poza tym, to wydaje milion innych dźwięków i tworzy takie słowa, ze chciałabym znać ich zaczenie, bo to muszą być jakieś niesamowite opowieści, bo robi to z takim zapałem i intonacją głosu, że mamy przy tym ku…pę śmiechu.
optimistic Ty, to potrafisz tak trafnie napisać życzenia – w pigułce zawarte jest wszystko, czego nam trzeba – dziękuję
Z facetami, to już tak jest. Mój ostatnio był na szczepieniu (na ospę, to darmowe na żłobek) ile ja się mu natłumaczyłam i mówiłam, że zaświadczenie ze żłobka jest wpięty na końcu książeczki, a i tak do mnie dzwonił, że pielęgniarka szukała zaświadczenia w jej karcie, ale go tam nie ma i czy czasem nie wiem, gdzie ono może być. Tak jak piszesz „ręce opadają”.
Ej macie się z tymi wynikami, ale to pewnie przez to ostanie leczenie tak płytki spadły. Wrócił Twój „łobuzek”, to i wyniki się poprawiły. Trzymam kciuki
aloha ja też tak mam jeśli chodzi o porządek. Jak sobie byłyśmy same, to odpuszczałam czasami sprzątanie, a teraz, to nie. Porządek musi być, bo co sobie ona (niania) o nas pomyśli. Jakoś tak mi głupia mieć bałagan. Zresztą ja to momentami przesadzam, ale co począć jak taka natura.
Jeśli chodzi o gotowanie, to ja głównie daję Pysi zupy. Je normalne zupy – nie miskuję oczywiście. Wszystko ma albo pokrojone w kosteczkę, albo starte. Gotuję w takiej ilości, żeby było na 3 razy i 2 porcje danej zupki opisuję co to jest i zamrażam. Potem wyjmuję gotową zupkę. I tak w tygodniu gotuję (w sumię to zupa sama się gotuje) 3 różne zupki i zamrażam, a potem wyciągam codziennie inna. Do niektórych wrzucam ugotowane wcześniej, pokrojone i zamrożone mięsko, inne jak odgrzewam, to dodaję jajka i gotuję w zupce (np. szpinakowa i botwinka). Mała zjada zupkę ok. godz 13, a jak ja wracam z pracy, to często przywożę jej 2 danie, np. pulpeta rybnego, drobiowego, ryż z jabłkami itp. Mam ten luksus, że pracuję przy kuchni i dziewczyny z kuchni już pamiętaja o mojej córeczce J
paprotna Z tymi warzywami, to znowu jestem w szoku i całe jabłko? Wow Moja to tylko żeby jej trzymać, a ona się będzie „wgryzała”, ale żeby tak sama – marzenie. Od razu mi się przypomniało to zdjęcie z pomarańczą – jaka ja byłam wtedy w szoku. Twój wybór jest zawsze najlepszy, bo to Ty jesteś matką! Reszta niech się „w..ali”
zońka udanego weekendu
Ja miałam dzisiaj już 3 dzień jazdy u sypianiem małej. Robi mi taką histerię, że nie chce sama na noc zasypiać, że szok. Nie poznaję jej. Wiem, że ona tak odreagowuje stres, ale straszmnie mnie to irytuje. Tym bardziej, że nigdy nie miałam z nią takiego problemu, aż do teraz i to przez jakąś głupią babę. Rozwaliła mi dziecko. Ech Dzisiaj myślałam, że wezmę ja na przetrzymanie i że wreszcie zaśnie. Kilka razy wchodziłam, kładłam, poprawiałam, a tu nic. Wpadła w histerię i suma sumaru musiałam ją wziąć na ręce i ululać, bo nie było wyjścia. Zaczęła się zanosić, a mnie się przykro zrobiło, ze jeszcze jej dokładam problemów. I co ja mam zrobić? 11,3kg bujam na rękach. Ech Jakbym miała niemowlaka. Jak ją wzięłam na ręce, to oczywiście 5 minut Nie trzeba było, żeby zasnęła.
Co do teściowej:
Przyjechała w sobotę rano i do wejścia mnie wkurzyła. Na dzień dobry nie pasował jej przedpokój: „a co Wy macie na tych ścianach tak dziwnie?”. Na całe mieszkanie tak było. Wszędzie jej coś nie pasowało. „balkon jaki by nie był, to i tak dobrze, ze w ogóle go macie”. Zacisnęłam zęby i wyszłam do kuchni. Bo ona u nas jeszcze w mieszkaniu nie była. I zamiast powiedzieć, że ładnie, albo nic nie mówić, to miała milion komentarzy. Jakby ona w pałacu mieszkała. Ale mnie to akurat zgrzewa, co jej się podoba, a co nie.
Bracia mojego A przyjechali dopiero w sobotę o godz 19 i od razu chcieli gdzieś uciec na piwo, bo ten starszy pokłócił się z teściową i nie chciał z nią siedzieć, więc sobie poszli. A w ogólę, to paranoja. Teściowa jechała całą noc autobusem, a oni za nią samochodem i to wszyscy z Warszawy. Ale ja się nie dziwię, ze on nie chce z nią rozmawiać. Teściowa im wycięła taki numer, że na samą myśl włos mi się jerzy. Szwagra żona jest cora na stwardnienie rozsiane (początek choroby, więc nie ma tragedii, ale perspektywa nieciekawa, no i czasami ma jakieś ataki i ląduje w szpitalu). Teściowa jeździ do nich i czasami pilnuje im dzieci. Jak ostatnio szwagierka wylądowała w szpitalu, to teściowa stwierdziła, ze będzie uświadamiać dzieci (pewnie była narąbana), wzięła 8 letnią wnuczkę i powiedziała jej, ze jej mama umrze, bo jest bardzo chora! Kretynka. Jak tak można? Od tego są rodzice, a nie ona, żeby decydować co i kiedy powiedzieć dziecku. Ta się przestraszyła i zadzwoniła do szpitala i powiedział do mamy, że nie chce żeby ta umierała. Wyobraźcie sobie co musiała myśleć moja szwagierka jak zadzwoniła do niej córka i walnęła takim tekstem. W rezultacie tak się pokłócili, ze teściowa o godz 22 uciekała do siebie do domu.
Wracając do tematu. Chłopaki poszli na piwo a ja z nią zostałam. Wiadomo dzien przed chrzcinami miałam co robić, a ona zamiast chociaż się mnie zapytać, czy może mi w czymś pomóc, to poszła do sklepu i wróciła mi z całą reklamówką browarów. Uwaliła się przed TV z browarem i komentowała jakiś durny film. Masakra. Do tego ani razu nie powiedziała do mnie po imieniu. Ja jestem „ona”, „jej” itp.
W niedzielę poleciała rano znowu do sklepu i kupiła wino i jakiś likier do ciasta, bo może ktoś będzie miał ochotę (ciekawe kto?).
Poza tym, to prawie nic nie zjadła u mnie jakby się brzydziła. Po co ja to wszystko gotowałam, to ja nie wiem. W sobotę najadła się kupionych przez siebie brudnych moreli i bobu, potem swoje browary itp. Tak się za nami stęskniła, że w niedzielę uciekła do Warszawa o godz. 16. Była u nas w sumie 32 godziny. Bez komentarza.
Na szczęście mam to już za sobą i pewnie nie prędko się zobaczymy. Jak mi przykro.
Aaaaa tak sobie potem pomyślałam. Przecież mogła w sobotę zaproponować, że zostanie z małą wieczorem, żebym i ja mogła sobie pójść z chłopakami na piwo. Ale czego ja wymagam?
Za bilet do nas zapłaciła na swoją legitymację aż 18 zł i nie wstydziła się do tego przyznać. A ja się tyle nasłuchałam, że ona nie ma pieniędzy, żeby do nas przyjechać. Żenada.
Zmykam, bo padam na twarz. Mój A poszedł z kolegami na piwo i miał być o 23 w domu. Dzwoniła pół godz temu zapytać, czy może wrócić później, ale powiedziałam, ze nie będę z nim o tym rozmawiać i mnie to nie interesuje i się rozłączyłam



Zawsze tak jest jak wychodzi. Po co on w ogółe mi mówi o której wróci jak to i tak jest potem zupełnie inaczej. Ciekawe czy pobije swój rekord wracania do domu o godz 5 rano. Jutro czekają mnie w domu "niemcy" Zapowiada się napięta atmosfera, ale co zrobić
Przepraszam jeśli kogoś pominęłam :-

sorry: