jedynym pocieszeniem jest to,ze nie jestesmy w tych fochach naszych dzieci i marudzeniu same
a moze powymieniamy sie nimi? :-)
No i to jest idealny pomysł! Człowiek aż tak personalnie do fochów cudzego dziecka nie podchodzi i wrzasnąć łatwiej i ryki olać, a dzieciom nic nie będzie - twarde są, sądząc po energii jaką wkładają w ujeżdżanie matkom głów

U nas nocka do bani, wycie co godzinę, próby usypiania bez cyca kończące się dziką syreną, ale przynajmniej się Młoda jazdami zmordowała sama i pospała aż do 7.30

No ale jak dziś da znowu czadu, to zawiśnie na Allegro zaraz obok Maciusia

Beaa, skoro masz teraz mamę do pomocy to postaraj się więcej zająć sobą - Tosika dobrze mówi, jak człowiek zajeżdżony matkopolkowaniem to nawet mała spineczka potrafi humor poprawić

Też mam doły co rusz, teraz niby uzasadnione sytuacją, ale też nie do końca, bo najbardziej dobija mnie monotonia i powtarzalność tego siedzenia w domu

A na razie na pocieszenie wizualizuję sobie ten cudowny dzień, kiedy Młoda będzie na tyle duża, że będzie ją można wysłać gdzieś z domu choć na parę dni...:-)
Wyobrażacie to sobie: wstawanie o jedenastej, bez pomocy małego wyjącego budzika...kawka, kąpiel, człowiek odskrobany z wieloletniego nalotu dzieciowego rusza na miasto młodszy o dekadę, rozgląda się wokół siebie nowym spojrzeniem, bo dotychczas miał wzrok utkwiony w wózek, wyrozumiale uśmiecha się do napotykanych udręczonych matek niemowlaków a kokieteryjnie do przechodniów płci przeciwnej, o których istnieniu wcześniej nie miał pojęcia...kiedyś tak w końcu będzie, nie?
