Witam dziewczyny ja od wcoraj w domku ale nie jestem wstanie przeczytać wszystkiego o czym pisałyscie bo czasu brak. Pomyśleć ze tydzień temu szłam do lekarza na kontrole i przez głupote wylądowałam w szpitalu bo miałam na wizycie ciśnienie 160/100 więc tragedia, nie chciałam iść ale zostałam zmuszona objawów porodowych było brak szyjka ogólnie nie ruszona rozwarcia 0 wiec przelezałam 2 dni i miezyli mi tylko ciśnienie które wróciło do normy podali mi w czwatrek jakieś 2 zastrzyki niby wywołujące jakieś akcje ale mi wywołały tylko nudnosci.
W piątek na wizycie lekarz stwierdził ze podłaczy kroplówke z oxy i może coś ruszy ale wątpi, tak wiec o 9.30 chodziłam po korytarzu z torbą listonosza no i zaczeły sie skurcze ale ponoć tylko typowe po podaniu oxy a nie porodowe i połozna która się przejeła mną dała mi cichaczem jakieś 2 zastrzyki i zaczęło się bolało jak cholera ale szło szybko dobrze ze mąż zdąrzył bo o 12.35 urodziła sie Patka no ale nie koniec przezyć tak zaczęłam się cieszyć ze tak szybko i okazało sie ze łozysko ani drgnie ze mnie wiec zaczeli mnie sciskać z kazdej strony zeby się go pozbyć i po prawie 30 min wyskoczyło no i sie zaczęło.
Krew ponoć sikła jak z zabijanej świni a oni głupcy nie wiedzieli co sie dzieje i akcja łyzeczkowania macicy okazało sie ze zostały mi tam dośc duże kawałki łozyska. Dziewczyny ból okropny uczucie świńskie nigdy więcej.
Zawieżli mnie po jakimś czasie na sale poporodową gdzie miałam dochodzić do siebie z mężem i mała i miało być pieknie po 2 godz wzieli mnie na wózek żeby przewieź już na sale gdzie miałam lezeć a ja zemdlałam i spowrotem na porodówke pod kroplówki i różne takie, człowiek sie budzi a tu 10 osób nad nim z kazdej strony coś wbite mąz blady no koszmar ogólnie, tak wiec po krótkim porodzie ale przeciągniętym na sali znalazłam sie dopiero o 20 i miałam odpoczywać.
Myślicie że to koniec skąd w sobote zrobili mi badania okazało sie za mam taką anemie że powinnam leżeć i nawet nie drgnąć a ja gonie jak popyrtana więc podali mi tylko lekarstaw zlecili kolejne badanie krwi zeby sprawdzić a one jeszcze gorsze więc ja im mówie ze czuje sie super i nic mi nie ma (troche kłamałam)a oni na to ze bez transfuzji sie nie obejdzie wiec kolejna nocka z głowybo leżałam pod kroplówką z krwią, no znów rano im mówie ze ok oni badania zrobili nikła poprawa i znowu żebym szła na transfuzje dolac troche do siebie ale już sie nie zgodziłam i w poniedziałek mnie wypisali mam zrobić kontrolne badania za 2 tyg.
Do domku wróciłam Nati zaczarowana cały czs zagląda co Pati robi miski jej znosi i takie tam narazie jest super reakcja zobaczymy jak dalej a ja musze sie zregenerować
Ale sierozpisałam ale nie wiem kiedy znów znajde czas zeby tu zerknąć
Gratulacje dla mamusiek nowych mam nadzieje ze poszło znacznie gładziej niż u mnie.