Hejka w końcu jestem :-), tzn. niby ciągle byłam ale jakaś nieobecna i szalenie zajęta.
W środę już się lepiej poczułam i nie mogłam odpuścić pięknej pogody (to był pierwszy ciepły dzień w Gdańsku gdy można było wyjść w półbutach, a nie kozakach), no i spędziłam go z synkiem na ogródku. W czwartek też super ciepło, znowu cały dzień na dworze, ogródek, spacerki, rowerek (p.s. moje dziecię pedałuje już od zeszłego roku na 3-kołowym) + grill na obiad, mniiiiiam (oznajmiam, że sezon grillowy rozpoczęty

). W piątek z mamą i młodym 3 godziny w aquaparku spędziliśmy, a potem do mamy na obiadek się wbiłam

. Wczoraj rano na zakupach, a na 16-stą do brata na imprezkę z okazji 8-mej rocznicy ślubu poszliśmy, finał taki, że M. się nieźle upił, a ja śpiącego Nikusia z auta w deszczu do domu niosłam

, ale za to jedzonko było pyszne i wypiłam chyba z 5 szklanek pepsi

. Dziś dziwnie się złożyło, że mi z rana godziny zabrakło

, ale już po kościele, placu zabaw na powietrzu i obiedzie, czas powrócić na BB , ale ciężko mi się teraz wbić

.
Emih dzięki za maila

, co do bóli to ja bym na twoim miejscu pojechała do szpitala lub umówiła się na wizytę do lekarza

.
Agaha dobro dzidzi najważniejsze, niema żartów, trzeba się oszczędzać

.
Tak się zastanawiałam czy napisać wam historię mojej koleżanki i stwierdziłam, że może jednak tak, bo warto o siebie dbać i nie lekceważyć silniejszych lub nietypowych bóli. Otóż kumpela zaszła w ciążę w październiku, termin porodu miała na połowę lipca, ale niestety nie udało jej się donosić :-(. Około 1,5 tygodnia temu miała silne bóle i krwawienie, pojechała do szpitala i okazało się, że serduszko nie bije :-(, dostała zastrzyk na wywołanie porodu i tak zakończyła ciążę. Baaardzo mnie zasmuciła jej historia i oczywiście dała do myślenia, ku.wa nie do wiary co się dzieje, najpierw na forum takie tragedie, a teraz moja znajoma, naprawdę można przestać czuć się bezpiecznie, zostały nam tylko 3-4 miesiące dziewczyny dbajmy o siebie jak nigdy!!! Mam nadzieję, że nie będziecie miały mi za złe, że "dołuję" kolejną utratą, ale mi też lżej, że mogę podzielić się z wami obawami :-(.