Witajcie dziewczyny! Z duza radoscia dolaczam do grona przyszlych mam :-) Musze wam opowiedziec co mi sie przytrafilo, bo moze wtedy bardziej w to uwierze. Moj maz przeszedl powazne leczenie po ktorym przez dwa lata nie moglismy starac sie o dziecko, te dwa lata minely w czerwcu. Poszlam kontrolnie do lekarza, ktory wypatrzyl jakas torbiel na jajniku z podejrzeniem o endometrioze - zalamalam sie bo jak juz przeszkody sa z dwoch stron (maz mial slabsze wyniki) to juz kiepsko. Zaczela sie moja wedrowka po lekarzach i czekanie na zabieg (tylko laparoskopia moze potwierdzic endometrioze). Jeden maddry juz nas wysylal na in vitro!!! Wiecej do niego nie poszlam, ale tyle watpliwosci ile zasial to tylko ja wiem...
W koncu w polowie listopada dowiedzialam sie ze zabieg mam miec 3 grudnia. 30.11 powinnam dostac okres a tu nic....podpadlo mi troche, wiec zrobilam wieczorem test no i szok, od razu wyszly dwie kreski :-) Nie uwierzylam, poszlam nastepnego dnia na badanie krwi - wynik potwierdzil ciaze!!! Moj lekarz w zwiazku z torbiela chcial mnie dzisiaj widziec, potwierdzil obecnosc dobrze ukrwionego Babelka, ktory ma 5mm. Torbiel tez jest ale nie urosla i w niczym nie przeszkadza. Jedyny minus to fakt ze Babel sie nisko zagniezdzil, co moze grozic przodujacym lozyskiem w przyszlosci, ale poczytalam w necie, ze to potrafi sie jeszcze wszystko poprzesuwac, wiec sie tym nie zamierzam zamartwiac. Czy zycie nie jest piekne i zaskakujace?!