Wrociłam wieczornie... hmmm a mnie nikt nie ucałuje??

;-)
Oj widać, że jednak większośc z nas miała jakies jazdy z malżami.. z moim tez nie było lekko jak jeszcze nie był moim męzem..mieliśmy kryzysy, spięcia, jego wybryki...ale na szczęście juz dorósł

może i nie pali, nie pije nałogowo, nie bije..ale i tak dał mi popalić swego czasu, byłam za miękka żeby odejść, za bardzo go kochałam.. może to i dobrze, że wtedy w tym najgorszym momencie nie odeszłam.. bo teraz jest wspaniale i widzę jak on sie stara

ochh na taki mały wywód mi sie zebrało
Najważniejsze, żebyśmy wszystkie były szczęśliwe, nieważne w jaki sposób!
A ja tam nie mam chyba żadnych skurczy, bynajmniej nie zauważyłam... ja to bardziej sie stresuje tym, że znowu przenoszę ciąże..i wyląduje w szpitalu na wywoływanie sztucznie porodu.. tak bym chciała żeby samo sie zaczęło znienacka
