Skąd ja to znam z tymi naszymi mężczyznami...
A najgorsze jest to, że jak popatrzę co jeszcze w domu niezrobione jest, co trzeba zrobić na działce, ile roboty takiej codziennej wymaga ten dom w którym mieszkamy, i na jakim poziomie bym chciała żyć, czego w domu jeszcze nie mamy, jakich sprzętów, to nachodzi takie uczucie że jednak za szybko się zdecydowaliśmy na to dziecko. Że zaczynam żałować. A ten mój jak zwykle bagatelizuje, bo co może zrobić, skoro on się zdecydował i nie żałuje. Tylko że to nie na niego spadnie opieka nad małym. On i tak już narzeka że przychodzi z pracy do kolejnej pracy i jest u kresu wytrzymałości. A co ja mam mu wtedy powiedzieć? Że będzie gorzej? Mam wrażenie że on niczego nie rozumie, albo nie chce rozumieć.
No i ręce opadają.