Chyba wczoraj był bardzo niekorzystny biometr dla dziecioków bo moje też cały dzień brzęczało. Na rękach nie, w łóżeczku nie, na macie nie, u taty nie, u mamy nie, na krzesełku nie, dobrze, że mamy psa bo to jego jedyny kumpel i zawsze się rozpogadza jak go widzi ( czego nie można powiedzieć o psie który ma wzrok w stylu "o nie znowu on

" ).
Byliśmy wczoraj na ostatniej kontroli bioderek - wsio ok. Na szczęście chirurg działał...
Skończyły się u nas chyba przespane noce. Dzisiaj wstawałam do Małego zylion razy:
Brzęczy - wstaję - patrzę głowa wystaje z nad łóżeczka aha, na brzuchu leży - przekręcam go - wracam do łóżka - 20 min - brzęczy - wstaję ......... i tak zylion razy

w sumie z przerwami spał do 9 no bo chyba też się nie wyspał

Teraz poszedł z tatą na spacer a ja mam za zadanie ogarnąć dom. Nie chce mi się jak pierun
Kurcze ze mnie jednak straszna matka jest jak tak Was czytam. Od 2 miesięcy ładuję dziecku codziennie inny słoiczek, nie zastanawiając się czy czy jakiś nowy składnik może mu zaszkodzić.... Nad kaszką też się jakoś specjalnie nie doktoryzowałam... zmieniłam płynnie mm początkowe na następne... Jakie szczęście, że nic mu się nie dzieje - żadnej wysypki, bóli brzucha, kupy codziennie 1-2x plastelinowe...
Wczoraj zeżarłam wieczorem do filmu prawię całą paczkę chrupek orzechowych i potem się skapowałam że to z orzeszków arachidowych... i dzisiaj rano karmiłam Małego ze strachem czy go nie uczuli. Narazie tfu tfu nic. Chyba Pan Bóg wiedział jakie dziecko zesłać tak pofyrtanej, roztargnionej i nieogarniętej matce jak ja
