Jak dziwnie te nasze losy sie ukladaja
U mnie bylo to tak: w pierwszym tygodniu mojego pobytu w Turcji (na marginesie dodam, ze nigdy tu nie chcialam przyjechac, albo inaczej Turcja nie istniala dla mnie nawet jako miejsce gdzie mozna by pojechac na wakacje, do momentu kiedy uslyszalam ze wlasnie tam mnie wysylaja do pracy

bylo to w 2000, moja kolezanka, ktora pracowala tam rowniez sezon wczesniej zapoznawala mnie ze swymi znajomymi, m. in. z moim obecnym mezem. Od poczatku mi sie spodobal, ale wiedzialam, ze ma dziewczyne wiec pomyslalam tylko szkoda no i rzucilam sie w wir pracy. Ktorej nocy, tak z miesiac pozniej dzwonia do mnie z hotelu, ze jest pozar, wiec musimy przyjechac, tylko jak, w nocy autobusy nie jezdza, my nie mamy samochodu, a hotel straszliwie daleko, no to moze taxi, ale kolezanka wpada na pomysl zeby do niego zadzwonic bo przeciez pracuje w wypozyczalni samochodow otwartej do pozna. No i tak sie wlasnie zaczelo, w ramach rewanzu bylo zaproszenie na piwo, dziewczyna okazala sie juz nieaktualna etc. Po drodze bylo jeszcze kilka rozstan "sluzbowych": moj wyjazd do Hiszpanii, jego wojsko, ale juz wiedzielismy, ze jestesmy razem, a slub w listopadzie zeszlego roku byl tylko tak naprawde formalnoscia, bardziej moze konieczna ze wzgledu na cala biurokracje, bo nie uwazam zeby cos specjalnie zmienil w naszym zyciu.