No to dziewczyny...Rozmawiałam z rodzicami i trochę się zdenerwowali, zadzwonili do Piotra o 23, że ma do nas przyjść i zrobili nam magiel, ale spoko :laugh: Cieszę się, że nie odkładałam tego dalej (chociaż Piotrek pewnie by chciał). Dzisiaj nawet pradziadkowie się dowiedzieli. Rodzice pytali czy wszystko z dzidzią ok, o to jak sobie wyobrażamy nasze życie i tak dalej. Od rana docinki typu "no to śniadanko trzeba na 5 osób robić" (doliczyli małą Rybkę ;D), albo "do wesela się zagoi" ;D Trochę byli złośliwi i tata powiedział, żebym się nie spodziewała żadnych miłych słów przez najbliższe dni, ale jak się rozpłakałam (bo mi się strasznie przykro zrobiło) to mnie przytulił i zaczął mówić że damy radę i że się wszystko ułoży. Aż się poryczałam przy pisaniu, tak się wzruszyłam... Piotrek wraca ok 21 z pracy, idziemy jeszcze pogadać z jego mamą, a potem przyjdziemy tu na ciasto i żeby sobie rodzice też mogli pogadać. Ufff... ile wrażeń!!