Cześć
Już wróciłam sobie z wakacji... troachę mi smutno, ale co tam. Mąż przyjedzie pod kieniec miesiaca i mam nadzieję, ze uda nam sie pojechać jeszcze nad morze... w kazdym razie wszystko mamy załatwione:-)
Mała chyba szczęśliwa z powrotu, bo obudził się w niej diabełek jakiś... jeszcze niedawno żaliłam się, że mam śpicha, a teraz moje maleństwo żyć nie daje. Rusza się praktycznie non stop. Budzi mnie w nocy, wariuje, przewraca się, spać nie daje po trzy godziny.
Po powrocie na dzień dobry miałam starcie z teściową, że ona zabiera wózek do siebie do domu, bo ja mam go nie wnosić... przesądne cholerne babsko. Teść próboweał na mnie wpłynąć, ale mu nie poszło... jego argumenty... psy Ci go pogryzą... albo u Was zaraz się ubrudzi... k..a jakbym na wysypisku śmieci mieszkała... A później Jeszcze wyskakiwali, że mała będzie miała na imię Ania... bo Inga im sie nie podoba... jakby to było ich dziecko

moja mama jeszcze chwila a skoczyła by im do oczu... W każdym razie pomogła mi pozbyć się tego uroczego towarzystwa.
A w poniedziałek byłam u nowego gina. Z samego lekarza jestem bardzo zadowolona. Jest konkretny i rzeczowy. Odpowiadał na każde nawet najgłupsze pytanie, dał mi skierowanie na milion badań, które pominąl mój poprzedni lekarz... niestety wieści nie miał dla mnie dobrych... mam bardzo skróconą szyjkę. Chciał mnie od razu kłaśc do szpitala, ale uprosiłam, żeby dał mi tydzień.... nie mogę pozwolić sobie na leżenie w szpitalu... Kazał leżeć i nawet nogą nie ruszać i za tydzień w poniedziałek przyjśc znowu. Jeżeli nie będzie poprawy nie ma zmiłuj... Niestety to leżenie trochę mi nie wychodzi... We wtorek miałam badania m.in. glukoze (75g). Powinnam iść po wyniki, ale mi się nie chce, zresztą dzisiaj będą jakieś inne i w czwartek coś tam jeszcze. Nie pamiętam dokładnie. Ale odbiorę sobie cały komplecik w piątek. Mam jeszcze czas. Mam tylko nadzieję, ze wyniki będą dobre.