A my dziś mieliśmy ciężki ale owocny dzień :-)
Najpierw załatwiliśmy sprawę z krwią pępowinową - w czwartek ma przyjść zestaw do pobrania. Cieszę się bardzo, że mamy to za sobą - opłaty rozbiliśmy na sześć rat po 250zł.
Potem pojechaliśmy do pediatry neonatologa do którego chcemy zapisać Leosia. Tam spędziliśmy w poczekalni dwie godziny, przy czym byliśmy trzeci w kolejce - mniej więcej każdemu małemu pacjentowi dr poświęcał pół godziny. My spędziliśmy w gabinecie dwa razy tyle - i to bez dziecka, tzn. z ale wiadomo o co chodzi. Głównym tematem jaki poruszaliśmy była ta cholerna kwestia szczepień, która spać mi nie daje. Ostatecznie zdecydowaliśmy się zaszczepić Leosia na te najbardziej podstawowe rzeczy, z tym że refundowany euvax zastąpimy zdrowszym i bezpieczniejszym engerixem. To też nie jest idealna szczepionka, ale na pewno lepsza od tej podstawowej. Lekarz obiektywnie przedstawił wszystkie za i przeciw - ale decyzję zostawił nam. Mówił, że najczęściej jest tak, że każdy lekarz namawia do szczepień i czasem nawet straszy perturbacjami prawnymi do momentu w którym matka nie da mu do podpisania kartki, że bierze na siebie odpowiedzialność za ewentualne powikłania poszczepienne :-) Wtedy temat się urywa. W każdym razie polecił jednak podstawowe szczepienia, nie polecił tych skondensowanych 5 w 1 itd. Co do momentu szczepienia - powiedział, że nic nie stoi na przeszkodzie by zaszczepić Synka później niż w pierwszej dobie jednak osobiście nie poleca bo cały kalendarz szczepień jest potem rozwalony. I tu jesteśmy w największej kropce bo planujemy tylko te podstawowe a jednak dwa z nich wypadają później i zwlekanie z pierwszą szczepionką odwleka też tamtą... Cały czas więc myślimy. Cieszę się bardzo z tej wizyty bo wiem, że będziemy z Leosiem chodzić właśnie do niego - choć do najbliższej przychodni też go zapiszę...
I ostatni punkt to wizyta w szpitalu i rozmowa z moją gin. Małe uściślenie - do szpitala idę 26 października a cięcie będę mieć 27 - czyli w środę. Choć tego zwykle nie praktykują, mój R. będzie mógł być ze mną w trakcie operacji, przy okazji moja ginka załatwiła najlepszą w okolicy anestezjolog, co również mnie uspokoiło. Chciałabym bardzo wyjść do domu już w sobotę ale nie wiem czy po CC to możliwe. W każdym razie skierowanie mam już w łapce, najprawdopodobniej będziemy mieli też osobną salę dla mnie, R. i naszego Skarbka na cały okres pobytu. Pierwszą dobę po cięciu spędzę w salce pooperacyjnej, jeśli będzie wszystko ok (a będzie) to razem z małym. Z przystawieniem do piersi też nie będzie żadnego problemu, Leosia położą mi na brzuchu zaraz po odessaniu wydzieliny z ust i noska. Cięcie będzie bardzo nisko, pod linią majteczek. To chyba tyle :-) Juz nie możemy się doczekać!!!