Hej dziewczyny!
Jestem u rodziców do przyszłej soboty. M dziś wrócił do Wawy, bo jutro do pracy.
Co do fotelika to my nadal w nosidełku, choć Olkowi coraz mniej się to podoba, bo nic w nim nie widzi. W ogóle jak jeżdżę z nim gdzieś dalej to wybieram taką porę żeby spał, bo inaczej jest dramat. Wyje po prostu i nie da się jechać. Jeszcze w naszym dużym samochodzie jest znośnie bo sporo widzi, ale w małym jest masakra. Jak wracałam z nad morza to wył dwa razy po 2 godziny. Jak stawałam ( było to średnio co 15-20 min) to było wszytko oki. Jak z powrotem do auta to ryk. Strasznie się wtedy umęczyłam. Nad morze jechałam w nocy, więc przespał całą droge.
Lasotka jak maść majerankowa nie pomoże to polecam krople Xylometazolin 0,05% ( ten słabszy roztwór). Naprawdę pomagają.
Byliśmy z rodzicami w Puszczy Solskiej ( jeździmy tam co roku). Wyobraźcie sobie, że ktoś wyrzucił do rowu przy drodze 3 szczeniaki.Spędziły tam 2 dni. Cudem nie wpadły pod samochód. Kilka samochodów się zatrzymywało i tylko padały komentarze, że takie słodkie, że biedne, że bezduszny człowiek wyrzucił i odjeżdżali. Nikt nie chciał im pomóc. Ja nie potrafię patrzeć obojętnie na coś takiego. Postanowiłam je ratować. Przekonywałam tatę ( bo mamy nie musiałam), żeby pozwolił mi je zabrać do Lublina i zatrzymać na kilka dni, żebym mogła poszukać im domu. Jednak po dłuższym zastanowieniu i rozmowach z bliskim stwierdziłam, że to trochę bezsensu, bo mieszkanie rodziców + 3 (pewnie zarobaczone) szczeniaki brudzące wszędzie + wszędobylski Olek to nie jest dobry pomysł. Do domu ich zabrać nie mogłam, ale zostawić też nie. Podzwoniłam po znajomych. Szczeniaki przygarnęła moja koleżanka, która mieszka na wsi. Obiecała rozdać je dobrym ludziom. Jednego sobie zostawi. Więc tak psiaki z pod ukraińskiej granicy przejechały prawie pod Warszawę. Najważniejsze, że są już bezpieczne. Nigdy nie zrozumiem ludzi, którzy wyrzucają bezbronne zwierzęta na pewną śmierć.
Poza tym wypad bardzo się udał.