Dziewczyny - rozumiem Was świetnie.
Gola, Julianna, ankush - ja też mam mega nerwa na "mojego hrabię"

Czasem nam na chłopa taki agresor, że

autentycznie by mu wlała, chociaż teoretycznie, nie uznaję przemocy fizycznej.
B. też zajmował się Zosią na medal podczas mojego połogu. Potem wyluzował. Teraz z grubsza się nią zajmie, ale jak wraca z pracy to jest ok. 18:30 i w sumie zostaje mu czas do 20tej, bo wtedy Zosia je kolację (od tygodnia on ją karmi) i kąpiel. A tu już całe przygotowanie na mojej głowie. On nie potrafi (albo udaje, że nie potrafi) zapamiętać co gdzie leży do kąpieli, jaką kaszkę ma kiedy zjeść... gdzie są ciuszki itp. A i podczas tej 1,5 godziny spędzonej z córką, co chwilę słyszę text:
"maaaaaaaaatka! weź zajmij się na chwilę córką, bo ja muszę wyjść na fajkę".
Haloooooooo "na chwilę..." Więc wychodzi na to, że ja zajmuję się Zosią "na chwilę". W nocy jak młoda się budzi to też tylko ja wstaję, bo księciunio nic nie słyszy. I nie ważne jest, że pracujemy oboje. Bo on tyra na budowie a ja "tylko siedzę sobie przed kompem i nic nie robię"

Najjjjjjjjssss.... poubijać te nasze chłopiska by wypdało. No ale bez nich.... też by była kicha.