Wiecie co dziewczyny?!?! Uznacie na pewno że jestem nienormalna, ale muszę się komuś wyżalić bo zwariuje... Nie mogę pogodzić się z tym, ze będzie u nas córeczka. Tak bardzo chciałam dac mojemu mężowi upragnionego syna. Sama się karce- przecież pierwsze dziecko straciliśmy, te jak na razie dzięki Bogu zdrowo się rozwija a ja mam jakiś żal... Nie potrafię się go pozbyć. Wiem dlaczego tak się tym przejmuje. Bo mieszkamy na wsi i niby zdanie innych mnie nie interesuje, ale boje się ze będą się śmiać z mego męża ze syna nie umie splodzic... Jest u nas w sąsiedniej wiosce para, która ma trzy córki to wszyscy się śmieją z niego. I chyba dlatego tak bardzo to przeżywam. Bo gdybyśmy mieli dwóch synów to o siebie bym się wcale nie martwila.
Czytam o Waszych skracajacych się szyjkach, rozwarciach i sama na siebie krzyczę, ze płeć to nie jest rzecz najważniejsza!!! Bo wiem ze gdyby było coś nie tak z naszą druga córka nie darowalabym sobie tych głupich myśli.
Mam nadzieję, ze ten post to będzie dla mnie swoista terapia.