W końcu się przekopałam i Was doczytałam... Jasiek pozwolił, bo właśnie śpi sobie smacznie.
U nas nawał pokarmu od przedwczoraj. Piersi jak kamienie, bolesne, ciężko coś było medelą odciągnąć... gorący prysznic (przy tej bliźnie, ała...) i masaż jakoś rozbiły zastój w kanalikach i mały leci non stop na cycu.[emoji16] druga noc w domku super, mały w ogóle nie zapłakał. Anioł, nie dziecko! A wystarczy tylko cyc! Kupki niestety wciąż z grudkami i nie brązowe... Ale wszystko dojdzie do siebie.
W ogóle miałam zostać dłużej w szpitalu. W sob na obchodzie rano lekarz zbadał położenie macicy i mówił że jak na trzecią dobę to bardzo słabo obkurczona (a dzień wcześniej było super, nawet ordynator badał), więc znowu kroplówka z oksy i wyszliśmy ok 16...A już płakałam, że nie potrafię się postarać dla własnego dziecka.... I tak ta myśl z macicą mi chodzi po głowie i się zastanawiam, czy się kurczy...[emoji27] przeżyłam tygodniową traumę w tym szpitalu i boję się każdej rzeczy i myśli... skurcze przy karmieniu przypominają mi o nieudanym wywoływaniu porodu, płaczu na korytarzu i spadającym tętnie Jasia... A mój lekarz prowadzący nie miał odwagi spojrzeć mi w twarz, gdy był na oddziale, bo nie próbował mi pomóc, kiedy się męczyliśmy... strasznie się zawiodłam i chyba już nigdy nie zapomnę...
Panie na oddziale nazwały syna Johnem- chyba chodziło o Rambo, bo terrorysta! [emoji23] Płakał jak był sam, nie chciał butli, straszny nerwus... dobrze, że było już na tyle ok, że został później na stałe ze mną [emoji16] jakie zdziwienie, że był taki cichutki! [emoji23]
Powodzenia, dziewczyny! Trzymam kciuki za rodzące dzisiaj...[emoji11]