Mnie wyspowiadał ksiądz w szpitalu bodajże w poniedziałek. Można powiedzieć, że prawie brał siłą. Wiedziałam, że lajtowy i byłam na jakiś uspokajaczach, więc się mu poddałam:-) No, ale co z tego jak wczoraj przyszli teściowie. Od progu: "no nareszcie jest gdzie usiąść" i jak zobaczyłam jak teściowa maca świeżo powieszone firanki, analizuje czy kurz starty i grzebie po szufladach w kuchni (zapewne też robiąc inspekcję), to aż we mnie zawrzało

Jeszcze jak teść wyjechał ze swoim "to łóżko będzie tak stało, ja bym postawił inaczej" (powtarzając z 10 razy, żeby wyszło na jego), to sobie pod nosem siarczyście przeklnęłam - i awantura z mężem po ich wyjściu gotowa, bo jak JA mogę?, a to, że oni wnerwiają ciężarną to OK?
Mieszkamy w nowym mieszkaniu trzy tygodnie, a ja już mam go dosyć. Obrzydzili mi go kompletnie. Wcześniej jak wynajmowaliśmy przez rok to odwiedzili nas może ze dwa razy, a teraz jak jesteśmy "na swoim" to non stop przyłażą i wpieprzają cały czas swoje 5 groszy. Już myślałam, że pępowina między moim M, a jego rodzicami przecięta, ale jednak się myliłam. Jeśli się nie ogarnie, to po porodzie nawiewam stąd, bo "dobrych rad" nie zniosę.
Nie wiem jak to jutro będzie. Obawiam się, żeby Wigilia nie skończyła się na porodówce, choć póki co, to ja utrzymuje, że nie idę, bo przecież "muszę leżeć";-) i każdy mm mojej szyjki jest dla mnie ważny;-)
W tym roku wypadała wigilia u moich rodziców, ale jak na moją szyjkę, to za daleko i za wysoko mieszkają (4te piętro bez windy), więc mówię sobie "byle do piątku"
