Dzień dobry :-)
Dzisiaj miałam pierwszą noc w sypialni z Zuzią w łóżeczku, bo do tej pory spałyśmy w salonie razem obok siebie.
Już powoli poznaje jej rytm dnia. Jest podobnie jak w brzuchu.
Ona ma tak, że wieczorem strasznie grandzi i dużo je. Oprócz wiszenia długo na cycu dostaje jeszcze to co odciągnę w nocy, albo 40ml mm jak już nie mam siły. Wczoraj obeszło się bez mm, bo miałam swojego 100ml. No i po takim jedzeniowym maratonie spała dziś od ok. 22:30 do ok.3:00. Coś pomróczała koło 5:30, ale nie chciała jeść no i koło 7 pobudka. Do tej pory karmiłam ją już od rana 3 razy, ale dzięki temu zrobiłam obiad. Przez te dni zobaczyłam, że jak rano nic nie zrobię, to potem tym bardziej. Teraz na chwilke się położyłam, bo mnie strasznie bolą plecy. Pewnie zaraz znowu się obudzi, bo już prawie 2 godziny śpi. No i teraz już spać nie będzie. Potem pewnie po 13 zaśnie na 2 godzinki jak będzie dobrze. Następnie koło 17 na chwilkę i jak przed 19 się obudzi to impreza aż do pójścia spać. Nawet kąpiel nie zadziała nasennie.
Za radą Verity będę pić więcej wody, a pije jej mało chyba po prostu przez brak czasu.
Piję też herbatkę laktacyjną. Pije zaraz od powrotu ze szpitala, więc ciężko mi powiedzieć czy coś daje. Na pewno dzięki niej Zuza puszcza ładnie bąki ;-)
Aha... i zapomniałam napisać, że u mnie po tym porodzie chyba na nowo reaktywowała się wielka miłość do męża. Może to po tych traumatycznych przeżyciach... Normalnie już się nie mogłam doczekać aż w końcu będziemy razem spać... Przytulnie ma znaczenie i to chyba nie tylko jeśli chodzi o dzieci.
Kompletnie inaczej patrze na ten związek. To w sumie zawsze ja u nas doprowadzałam do konfliktów i męża nie raz do łez. W dodatku tak mi jakoś smutno jak widzę jak on się stara żeby nic nam nie brakowalo, a ja się zawsze złościłam jak brał jakieś dodatkowe fuchy na uczelni i wydawałam pieniądze na głupoty. Teraz też wszystko na jego głowie. W końcu zdałam sobie sprawę z tego jaka ze mnie franca :-(