hej laseczki. A ja tak zbieram siędo napisania ale jakieś dołki mam czy coś. Do tego znowu od wczoraj moje posty wyglądaja jak żygi i znowu to samooooo a mnie trafia jak mam tak pisać. Pisałyście coś o szczpieniach. No współczuję tym niezdecydowanym. Ja na szczęście decyzję podjęłam w ciąży z Lusią i była to bardzo dobra decyzja. Drugie też będzie nieszczepione. Nie wierzę w dobrodziejstwo chemii wstrzykiwanej maluszkom o których zdrowiu nic nie wiadomo. Jest wiele artykułów, filmów, wywiadów o działaniu szczepień ale z tej ciemnej strony. Jeśli któraś ma ochotę poczytać czy pooglądać to chętnie udostępnię. Nawet jak zdecydujecie się szczepic na wszystko to i tak warto poznać i jednai drugą stronę medalu i podjąć decyzję swiadomie a nie dlatego, że lekarz kazał lub wszyscy tak robią. Bo to, ze pediatra skończył medycynę dla mnie mało znaczy w tym temacie. A zmieniając temat to mój brat robi remont..piętro wyzej...dalej stuka i puka i już mnie cholera bierze że w nosie ma czy dzieci się obudzą czy nie!! Dla poprawy humorku dostałam kozaczki i usmażyłam włąśnie na śmietanie :-) A może będę mieć kota. Taki bidula się mały przyplątał do teściowej a ona nie lubi zbytnio kotów i obiecała, że krzywdy mu nie zrobi hehe i złapie mi go. Jak się uda to bioręgo do domu i dzikusa próbuję ugłaskać. Jeszcze weterynarz pewnie kilka razy no ale szkoda mi malucha a fajny, czarny :-) dokładnie rok temu znalazłam innego kota, na ulicy ktoś go wyrzucił , miał ok 3 tygodnie. Cały w krwi, pyszczek, rozwalone oczko i głuchy- od uderzenia. Był pieknym, ogromnym rudzielcem ale dostał padaczki pourazowej. To co z nim przeszłam to szok. Kocham zwierzaki wszelakie i ciężko patrzeć na cierpienie. Na szczęście dziewczyny z Wawy wzięły kocura do siebie i obiecały tam znaleźć mu domek i zająć się (drogim bardzo) leczeniem. No i wyglada na to, że historia lubi się powtarzać. Oby tylko ten kociak był zdrowy. Tamten rudy siedział ciagle w domku bo głuchego nie mogłam wypuścić na pozarcie innym. a tak mnie wzięło na wspominki, jakis czas temu pisałyście o swoich zwierzakach

Ahhh no i MAGDZIK!! O ile znajdziesz w tym poscie siebie to przyjmij moje kondolencje...współczucia dla Twojego męża

Ja też wystraszyłam sie bo mój tato siegorzej poczuł, podobno błędnik ale tak na oko lekarz stwierdził przepisał leki..ehh nawet badań nie zrobił

zaraz kogel mogel laski!!!!!!