Kochane,
witam Was w koncu w ten piekny dzien, w koncu powstalam z martwych hihi
Przedstawiam Wam nasza ukochana coreczke, ma na imie
Liljana Johanna, urodzila sie 5 marca o 3.35, wazyla dorodnych 3900 g. Do domku wyszlam juz 3 godziny po porodzie.
Jest naprawde kochana, kolki ja troche mecza, ale dajemy rade

Ciezko jest, bo to nie jedno, ale juz trojka dzieci w domu, ale siostrzyczki pomagaja i uwielbiaja malutka.
Porod byl najlepszy z moich wszystkich trzech, jestem super zadowolona! Tak w skrocie...
Pojechalismy do szpitala na 23, bo juz mialam dosc konkretne skurcze, choc nie spodziewalam sie (znajac moje wczesniejsze zolwie "porodowe" tempo), ze wszystko pojdzie tak sprawnie!
Przyjecie odbylo sie bez zbednych formalnosci, mieli mnie juz w komputerze, wiec nawet nie musialam sie "legitymowac". Pokoj mialam piekny, przywitala mnie przyciszona muzyczka. Mialam super polozna, taka ciepla, spokojna osoba, a do tego poloznik, swietny gosc. wlasciwie wiecej ich nie bylo, niz bylo, pozwolili nam z mezem przezywac porod, bedac dla nas wsparciem, ale nie obciazeniem.
Skurcze mialam caly czas, ale niewystarczajace, aby akcja przebiegla sprawnie, a jako ze bylo juz 6 cm rozwarcia, to zdecydowali sie na kroplowke z oksytocyna. POprosilam tez o znieczulenie i dostalam bez problemu. Na zzo bylo juz za pozno, ale dostalam dozylne, ktore samo moglam regulowac,poprzez taka jakby pompke. Wszystko spokojnie i sprawnie, bylam zreszta jedyna rodzaca na oddziale
moj maz o 1 w nocy musial niestety jechac do domu, aby "wypuscic" kolezanke, ktora na chwile mogla zostac z dziecmi, ale jako ze rano wstaje do pracy, musiala wracac do domu. Maz musial zapakowac dzieciaki i zawiezc je do innej znajomej. Na szczescie dziewczyny zebraly sie w 5 minut, szczesliwe, ze "dzidzia" sie juz rodzi.
Jak go nie bylo, to przyszly niezle skurcze i polozna do mnie, ze jesli chce, to moze mi przebic pecherz plodowy i wtedy akcja sie rozkreci. Jako ze chcialam z moim R, poprosilam, aby poczekali
oczywiscie bez problemu, czekali ze mna, bardzo mnie wspierajac.
Moj R przyjechal po pol godzinie, przebili pecherz, wszystko poszlo. mialam jeszcze tak z godzinke skurczy normalnych, ale jak sie zaczely parte, to nie wiedzialam, jak sie nazywam, haha wtedy juz to znieczulenie nie dzialalo, wiec bylo to dla mnie niezle wyzwanie.
Malutka przyszla na swiat o 3.35. dali mi ja od razu na piers, przyssala sie super, dwie godziny ciagnela, tak jej cycus smakowal. w tym czasie polozna mnie zszyla.
POzniej poszlam pod prysznic, w tym czasie malutka ubrali, przebadali, zwazyli, jak wrocilam, to dowiedzialam sie, ze wszystko jest tak super, ze moge wziac papiery i zwijac sie do domu
o 7 rano bylismy juz w drodze do domku, odebralismy coreczki, przeszczesliwe oczywiscie.
Jestem super szczesliwa, ze po tak okropnych dwoch porodach tym razem poszlo wysztsko tak sprawnie.
W holandii sie tak szybko wychodzi do domu, bo pozniej przez 8 dni przychodzi taka pani do pomocy w domu i przy dziecku, minimalnie na 3 godziny.
Ciesze sie, ze nie popekalam tak jak ostatnim razem, mysle, ze pomogly moje masaze tym specjalnym olejkiem "przedporodowym" Weledy i picie herbatki z lisci malin